Otwieranie oczu

    Rozmawiał Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z o. WACŁAWEM OSZAJCĄ, redaktorem naczelnym "Przeglądu Powszechnego"
         - Uchodzi ojciec za jednego z "niepokornych" w polskim Kościele. Jak z tej perspektywy postrzega ojciec bunt prałata Jankowskiego?
         - Nie dziwią mnie konflikty w Kościele, one zawsze były i będą, bo Kościół jest żywą strukturą. Nie chciałbym gorszyć się cudzymi grzechami, bo zbyt dobrze pamiętam o swoich. Staram się być chrześcijaninem, więc wiem, że człowiek jest słaby i grzeszny, wiem również, że każdego stać na nawrócenie i odżegnanie się od zła.
         - Ale czy koniecznie ów chrześcijanin musi nawracać się kosztem Bogu ducha winnych zakonnic, których ma być kapelanem?
         - Rolą przełożonego w Kościele jest wydobywanie z człowieka tego, co najlepsze. Z drugiej strony przełożony, w tym wypadku biskup, powinien zabezpieczyć Kościół przed złymi działaniami tych, którzy gdzieś się pogubili w tym swoim chrześcijańskim życiu. Trzeba uważać, żeby nie krzywdzić innych ludzi swoimi decyzjami, tak jak to miało miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie księży odpowiedzialnych za pedofilię przenosiło się do innych parafii. Takie decyzje nie kładą kresu nieszczęściu, a tylko je pogłębiają.
         - Ale kto ma chronić ? Biskup, który obwołany został "masonem" i "Żydem"? Po raz pierwszy celem ataku grupy wiernych stał się hierarcha.
         - Przy okazji sprawy księdza Jankowskiego wylazło na jaw to, co sami sobie wyhodowaliśmy. Nadal zresztą hodujemy te postawy wśród ludzi przyznających się do Kościoła, a starających się ubić dzięki niemu jakiś polityczny czy prywatny interes.
         - A może jest winą biskupa, że tych interesów wcześniej nie widział, choć mówiono o nich głośno?
         - Akurat biskup Gocłowski tego typu postawom na pewno nie sprzyjał. Jeśli ktoś, to raczej Radio Maryja i "Nasz Dziennik".
         - Ale te zachowania tolerował.
         - Sam arcybiskup przyznał, że trzeba było 5 lata temu tę sprawę rozwiązać i ma rację, bo trzeba działać szybciej, jaśniej, bardziej zdecydowanie. Oczywiście, zawsze jest ryzyko, że będzie się nierozumianym, potępianym, ale dla Kościoła trzeba też umieć cierpieć. Źle rokuje na przyszłość, że atak na biskupa odbył się w stylu, jaki do niedawna był niewyobrażalny. Przekroczony został bardzo ważny próg. To już nie dialog, polemika, ale wyrządzanie krzywdy innemu człowiekowi. W tym wypadku gdańskiemu biskupowi.
         - Ale jeśli biskup nie jest autorytetem dla zwolenników księdza Jankowskiego, to kto powinien interweniować? Prymas? Przewodniczący episkopatu?
         - Obawiam się, że ani prymas, ani przewodniczący episkopatu na nic się tu zdadzą, tym bardziej że nie wiemy nawet kim są protestujący. Czy to na pewno parafianie ze świętej Brygidy? Nie chciałbym grzebać w niczyich sumieniach, ale nie mam pewności, czy to są ludzie wierzący.
         - Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć co to za ludzie, wystarczy posłuchać pewnej rozgłośni.
         - To prawda. W Radiu Maryja czy w "Naszym Dzienniku" znajdziemy identyczny sposób myślenia i mówienia o innych. I dlatego również w tym wypadku należy przerwać obecny stan zawieszenia. Radio Maryja nie uregulowało dotąd swojego statusu w obrębie Kościoła. Episkopat musi mieć wpływ na to radio, jeśli ma ono pozostać rozgłośnią katolicką.
         - Czy gdański kryzys utrwali podziały, które wyraźnie rysują się w polskim Kościele?
         - Dobrze, że niektóre sprawy, które były głęboko skrywane, wreszcie się wylały. Dobrze, że zaczęły o tym pisać media, dobrze że zainteresował się nimi nie tylko gdański Kościół. Mam nadzieję, że będzie to otrzeźwienie dla ludzi, którym się wydaje, że można tolerować takie rzeczy jak antysemityzm, spiskową teorię dziejów, brak szacunku dla innego człowieka, w tym również poglądów politycznych, lekceważenie papieskiego nauczania. Sprawa księdza Jankowskiego otworzyła niektórym oczy.
         - Dlaczego nie ma jasnego stanowiska Watykanu, które raz na zawsze mogłoby przyciąć złe języki?
         - To jest sprawa Kościoła w Polsce. Nie sposób, żeby papież wciąż wyręczał nas z tego, co powinni zrobić proboszczowie, biskupi czy Konferencja Episkopatu. Nie sposób ciągle prowadzić Polaków za rączkę. Musimy wydorośleć, być może dlatego papież zostawia nas samych sobie.
         - Czy wierzy ojciec, że decyzja biskupa Gocłowskiego ostatecznie zamknie usta prałatowi Jankowskiemu?
         - Nie sądzę, niestety. Ale to, co oglądamy przed plebanią św. Brygidy jest echem, a niekiedy też źródłem tego, co dzieje się w Sejmie, przed komisją śledczą, w brukowej prasie, a nawet we współczesnym życiu kulturalnym. Tymczasem stoją przed nami problemy natury zasadniczej. Boję się, że Kościół może zostać uznany za instytucję nic nie wartą, bo nie odpowiadającą na pytania które zadaje dzisiejszy człowiek. Jeżeli wysiłku odpowiedzi na nie nie podejmiemy, będziemy niepotrzebni zarówno ludziom, jak i Panu Bogu.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo