Pod światło

    Maja Erdmann [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    </b></i>Głębokie rysy na drzwiach zamalowała olejną farbą. Pocięty blat stołu przykryła koronkową serwetką. Ale gdy spojrzeć pod światło, widać wszystkie rany, które zadał domowi. Jakie zadał jej.
         
         
    Przycupnięta na taborecie. Drobniutka blondynka w okularach. Na półce zdjęcie. Piękna, uśmiechnięta dziewczyna. Blond loki, równiutkie zęby, trochę naiwne spojrzenie. I zbyt duża wiara w ludzi. Dziś, mimo tego co przeżyła, także to widać. Tyle tylko, że trzeba się dobrze przyjrzeć.
         Maria patrzy znad sterty sądowych akt. Jest ich tak wiele, że przynosi je i kładzie na stół partiami. Wszystkiego na raz by nie uniosła. To sześć lat walki o wolność, godność, rodzinę i dzieci.
         Jest jej drugim mężem. Jest nadal. Bo od pięciu lat bydgoski sąd nie chce jej dać rozwodu. Powód? Sędzia czeka na wyrok w sprawie karnej o znęcanie się nad rodziną.
         - Zmienił się jak kameleon po urodzeniu się Julii. Zaczął pić. Nie było dnia bez awantur, bicia, poniżania. Chroniłam trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa i Julkę jak mogłam. Siedziałam cicho, tylko się czasem broniłam, czasem dzieci broniły mnie.

         Dziś nauczyła się już mówić o wszystkim w miarę spokojnie. Swój gniew przelała na sądy, to co działo się w jej życiu przez długie 16 lat chce traktować jak koszmar, który minął. Nie może.
         - Sądy nie pozwalają o tym wszystkim zapomnieć również Julce. Gdy pierwszy raz zeznawała przeciwko swojemu ojcu, miała 13 lat. Nie podarowano jej żadnej rozprawy, a było ich kilkanaście. Musiała stawać przed sądem i na nowo opowiadać, jak ojciec ganiał ją z nożem, jak bił matkę, jak wszystkich wyzywał. Bez litości. A to się szybko nie skończy...
         

         ***Nosił przy sobie noże. Różnej wielkości. Pokazywał im, ile ma ostrych scyzoryków w kieszeniach. Za pasem lubił mieć długi, kuchenny tasak z szerokim ostrzem, pod poduszką inny - taki do krojenia chleba. Jak miał zły humor biegał po domu i przykładał każdemu po kolei noże do szyi. Marka gnębił najczęściej. To był jedyny mężczyzna oprócz niego w domu. Wtykał mu nóż między żebra, tam gdzie bije serce. Pytał, czy ma nacisnąć. Julkę, która wtedy chodziła do przedszkola, przyciskał do ściany, a ostrze przykładał do gardła. W pijackim widzie tłumaczył małej, że krew będzie bryzgać po ścianach, jak się za nich wszystkich weźmie. Matkę też zabije i Julka będzie sierotą. ***
         
         
    Gdy pierwszy raz poszła na policję, obiecali, że porozmawiają z mężem. Pogadanka nic nie dała. Mało tego, wtedy zaczęło się piekło, jakiego nigdy sobie nie wyobrażała. Mimo to starała się stworzyć pozory normalności. Ściany w bloku są jednak cienkie. Sąsiedzi słyszeli awantury, krzyki, odgłosy obijających się o ściany ciał. Nikt nie reagował. Być może dlatego, że nie krzyczała zbyt głośno. - Pracował na parkingu. Myślałam, że w tym czasie posprzątam w domu, ugotuję obiad. Będzie trochę spokoju. Wszyscy odetchniemy. Tymczasem Adam urywał się z pracy i znęcał się nad rodziną. Czuł się bezkarny.
         Czuła się bezradna. - Teraz wiem, że najgorzej ucierpiała Julka. Całe jej dzieciństwo upłynęło w ciągłych awanturach. Bez cienia spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Boję się, jak to zaważy na jej losach.
         Odwagi dodały jej kobiety z pewnego stowarzyszenia pomocy rodzinie. Nauczyły, jak sobie radzić, jak wykrzesać choćby krztynę odwagi i mądrze postępować z Adamem. Już wiedziała, że jak zaczyna się awantura - nie ma co czekać, aż się rozpęta na dobre. Trzeba uciekać albo wzywać policję. - Powiedziały mi jak załatwiać sprawy w sądzie, walczyć o swoje.
         
         
    ***Dzieci miały robić wszystko na komendę. Jeść tylko to, co im wydzielił z lodówki. Najgorzej karał stawanie w obronie matki. Gdy ją bił, kopał, szarpał, ciągnął za włosy po podłodze - miały patrzeć. Po awanturze wszyscy czekali, aż zaśnie przed telewizorem. Była szansa, że tę noc prześpią spokojnie. ***
         Maria zawsze wierzyła w sprawiedliwość. W to, że jak człowiek ma dobre serce, życie odpłaci mu dobrocią. Jak ktoś jest sprawiedliwy, zostanie sprawiedliwe potraktowany przez innych. A jak ktoś jest pokrzywdzony - inni staną w jego obronie. A zło zostanie ukarane. Takie zasady wpoili jej rodzice. Okazało się, że są przestarzałe.
         Prawie codziennie przegląda sterty papierów. Szuka potwierdzenia, że to ona jest pokrzywdzona, że jej należy się od "sprawiedliwości" więcej. - A ja wiem, że to oskarżony ma więcej praw. Dostaje adwokata z urzędu, ma wgląd do wyroków - ja nie. O wszystko muszę się prosić. Pisać skargi w każdej sprawie. Albo mi odpowiadają, albo nie. Julkę do sądu wzywano już szesnaście razy, bo adwokat Adama sobie tego życzy.
         Maria jednocześnie zaczęła walczyć o spokój rodziny w trzech różnych spawach. Wytoczyła: karną o znęcanie się nad rodziną, cywilną o rozwód i postępowanie o wymeldowanie. Jedyne co udało się jej załatwić przez sześć lat - to wymeldować Adama z domu. Inne sprawy do tej pory tkwią w sądach. Są odraczane. Karna po apelacji wróciła do bydgoskiego sądu. Rozwodu sąd nie chce jej udzielić, bo jak się sędzina wyraziła - czekają na zakończenie sprawy karnej. Pętla się zamyka, zaciska.
         Rodzina Marii nie ma za co żyć. Nawet o tym napisała do sądu. Wyliczyła, ile musi wydawać na utrzymanie dzieci i swoje. Jaki i kiedy kupiła tornister, ile zapłaciła za żółty ser w ostatnim miesiącu, a ile wydała na lekarstwa. Adam płaci 300 złotych alimentów na Julkę, to wszystko z czego musi się utrzymać. Dorosłe dzieci czasami też dadzą na jakieś sprawunki. Maria nie ma rozwodu, nie może nawet wystąpić o zasiłek dla matki samotnie wychowującej dziecko, a przecież jest z Julką sama.
         - Czasami siadam i myślę sobie o adwokatach, prokuratorach, sędziach... Przecież oni też mają rodziny. Czy nie potrafią sobie wyobrazić, co się z nami dzieje, gdy odwlekają sprawę, stają po stronie oskarżonego. Na pierwszą rozprawę czekałam rok. To było najgorsze, co mi się w życiu zdarzyło. Adam czuł się bezkarny. Wiedział, że ma dobrego adwokata i ten go ze wszystkiego wybroni, a przynajmniej będzie odwlekać karę najdłużej, jak się da. To tak jakby liczył na to, że w końcu któryś z sędziów, przy kolejnej rozprawie, nagle stwierdzi, że on jest niewinny.
         Czasami przypomina Don Kichota, który walczy z wiatrakami. Z paragrafami podejmuje bitwę. Nie trafiła na nikogo, kto przejąłby się jej losem. Kolejni prokuratorzy, adwokacji, pełnomocnicy traktują jej życie jak kolejną sprawę do załatwienia. Przecież takich jak ona mają setki do obsłużenia. Nie ma czasu się skupić, pomóc, przyłożyć do sprawy. Pisze więc kolejne skargi, prośby, podania do prezesów sądu, prokuratury...
         - I tak od sześciu lat. Nie rozumiem. Przecież już dostał wyrok. Po co apelacja? Czy mogą uznać, że mnie i dzieci nie bił, nie poniżał, nie znęcał się nad nami? Rozwodu nie dają, bo sądzą, że nam tak dobrze? Dlaczego czekają? Dlaczego nie zależy im na tym, żebyśmy mogli normalnie żyć? Wymeldowali go dopiero po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego - po pięciu latach!
         
         

         ***Gdy jej córki z pierwszego małżeństwa dorosły i wyszły z domu - poznała prawdę. Molestował je. Starszą w okrutny sposób. Dziewczyna broniła się, jak mogła, ale wstydziła się o wszystkim mówić. Napisała do niej list. Po latach. "Robiłam wszystko, by nie być z nim sam na sam. Uciekałam do koleżanek, w nocy chodziłam spać do łóżka Julii lub Sylwii. Byleby się do mnie nie dobierał. Teraz już mama wie." Młodsza też do niej napisała "Ojczym próbował, robiąc różne podejścia, ale mu się nie udało. Aga mnie o tym uprzedziła, że będzie próbował. Wiem Mamuś jak bardzo cierpisz, chociaż niczym sobie na to nie zasłużyłaś. Podziwiam cię Mamuś za Twoją wytrwałość i za to że dobrze nas wychowałaś. Sylwia." ***
         Czasami już nie miała siły. Popadała w apatię. - Do dziś nie mogę sobie darować, że nie wsparłam moich córek, że odpuściłam ich sprawę. Sąd oddzielił molestowanie od sprawy o znęcanie. Pierwszą umorzono, bo ponoć minęło 10 lat od przestępstwa.
         Adam wynajął "blokersów" z osiedla. Krążyli pod oknami domu i grozili bejsbolami. Krzyczeli, że jeśli nie wycofa spraw z sądu, to się nimi zajmą. Zaglądali przez okna do domu. To nie było trudne - mieszkają na parterze. Gdy przyjeżdżała policja, nikogo pod domem nie było. Nie umiała udowodnić, że ją straszą, i kto to robi, i że Adam to zlecał. Przez tydzień bali się zasnąć.
         W pociętym mieszkaniu żyje kobieta i dzieci z pociętymi duszami. Nikt ich życia nie poskleja. Można tylko zamalować, zasłonić. Albo zapomnieć o tym wszystkim. Maria jednak patrzy pod światło i widzi ślady Adama w domu. Patrzy w lustro i widzi zmęczoną, znerwicowaną kobietę. Patrzy na Julkę i syna - widzi dzieci, którym trudno będzie normalnie żyć.
         Ale Maria chce walczyć do końca. Napisała do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. - To moja ostatnia walka. Nie mogę już znieść poniżania mnie w sądach. Nie mogę znieść czekania. Może Trybunał da mi rozwód, uwolni mnie od tego człowieka. Może dzięki Trybunałowi odzyskam normalne życie, a nasz kat zostanie ukarany?
         Z Trybunału przysyłają kolejne dokumenty do wypełnienia. Nie powiedzieli, czy jej sprawę przyjmą do rozpatrzenia.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo