Unikał śmierci

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Przewodniczący Autonomii Palestyńskiej Jaser Arafat, przebywający w stanie głębokiej śpiączki w szpitalu pod Paryżem, wiele razy prawie cudem uniknął śmierci, gdy próbowano go zgładzić organizując przeciw niemu zamachy terrorystyczne.
         W październiku 1969 r., gdy Arafat przebywał w stolicy Jordanii, Ammanie, przyszedł na jego adres list z ładunkiem wybuchowym, który w ostatniej chwili unieszkodliwiono. O próbę zabicia ich przywódcy Palestyńczycy oskarżyli wtedy wywiad izraelski, Mosad.
         Dwa lata później, w październiku 1971 r., kiedy samochodem dokonywał inspekcji baz palestyńskich na froncie w rejonie Wzgórz Golan, Arafat wpadł w zasadzkę. Zginął jego kierowca.
         13 kwietnia 1973 r. w Bejrucie przeżył nocny atak izraelskiego komanda, które nadleciało śmigłowcem i zdołało zabić trzech jego współpracowników, nie odszukało jednak przywódcy Organizacji Wyzwolenia Palestyny. W otoczeniu Arafata mówiono wtedy o jego "cudownym ocaleniu".
         Nieustanne zagrożenie zamachami zmusiło Arafata do podejmowania nadzwyczajnych środków ostrożności. Nigdy nie sypiał dwie noce pod rząd w tym samym miejscu i nie przebywał więcej niż kilka godzin pod tym samym adresem. Rzadko rozstawał się ze swym pistoletem Smith and Wesson, zawieszonym u pasa, i nigdy nie wiadomo było z góry, dokąd się udaje.
         Abu Ammar, jak brzmiał jego pseudonim wojenny, albo "Stary", jak go nazywali towarzysze walki, wielokrotnie pojawiał się nagle na polu walki na pierwszej linii.
         Jesienią 1982 r. został uwięziony w Bejrucie przez wojsko izraelskie i ewakuowany morzem dzięki pomocy Francuzów. Izraelski snajper miał go na celowniku optycznym, oczekując z palcem na spuście na radiowy rozkaz zastrzelenia palestyńskiego przywódcy, który jednak nie nadszedł.
         W nocy z 23 na 24 czerwca 1983 roku jego eskorta została ostrzelana na trasie z Trypolisu do Damaszku przez uzbrojone po zęby komando, ale Arafat w ostatniej chwili pojechał inną trasą i uniknął śmierci.
         Jego pobyt na emigracji w Tunezji nie uchronił go od niebezpiecznych sytuacji. Wyszedł cało z kilku wypadków samochodowych. 1 października 1985 r. jego kwatera główna usytuowana na południowym przedmieściu Tunisu została całkowicie zniszczona w czasie ataku lotnictwa izraelskiego: zginęło 17 osób. Arafat, który tam się udawał, zawrócił słysząc wybuchające bomby.
         Nigdy nie miał swojego "samolotu prezydenckiego". Do licznych podróży używał samolotów różnych linii lotniczych zaprzyjaźnionych krajów, które wybierał w ostatniej chwili. Na jego prośbę często zmieniano pilotów w samolotach, którymi latał, a załogi do ostatniej chwili nie były informowane o końcowym celu rejsu.
         W czerwcu 1999 r. jego uszkodzony samolot miał trudne awaryjne lądowanie na pustyni libijskiej. Wyszedł bez szwanku dzięki poświęceniu swych ochroniarzy, którzy wzięli Arafata w środek i dosłownie owinęli go swymi ciałami, aby zamortyzować uderzenie przy upadku samolotu na ziemię.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo