Na lewo od prawa

    WASZ MAKLER

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dwa tygodnie temu pisałem o dyrektorze gimnazjum z Łowicza, którego za jazdę po pijaku - głupie 1,3 promila - wywalono z roboty.
         Sąd uznał niezawiśle, że prowadzenie na bani to żadne przestępstwo i przywrócił go do pracy. Trzeźwy już dyrektor wniósł sprawę o odszkodowanie za utracone zarobki - 3600 złotych - i otrzymał je. Zastanawiałem się wówczas, kto jest pijany: ja - czytając o tym; dyrektor gimnazjum pobierający, oprócz wódeczki, odszkodowanie za jazdę na bani, czy sędzia - wyrokując. I między Bogiem a prawdą zacząłem poważnie podejrzewać siebie.
         Ale nie, proszę Państwa! Okazuje się, że łowicki wyrok to mały pikuś przy szpitalu psychiatrycznym w Bolesławcu. Tamtejszy ordynator wziął od człowieka 3 tys. łapówy za wypisanie żółtych papierów. Trzeba trafu, że była to prowokacja policyjna. Natychmiast zapuszkowano ordynatora i przeszukano jego gabinet, w którym znaleziono prawie 140 tys. złotych w soczystej gotówce. Policja jest przekonana, że to był tylko udój poranny, ale koledzy ordynatora twierdzą, że kilkudniowy.
         Ordynatora wywalono z pracy na zbity pysk, bo prowokacja udała się nadzwyczaj. Tymczasem sąd pracy - zupełnie jak w Łowiczu, a co? - przywrócił go do roboty. Bo przyjęcie dowodu wdzięczności od gliny nie jest - szczególnie w szpitalu psychiatrycznym - "oczywistym przestępstwem". Bolesławicki sędzia, niejaki Saszkiewicz Krzysio poszedł dalej na całość: zaordynował ordynatorowi 20 tys. złotych odszkodowania od szpitala za, oczywiście, utracone zarobki. No, kochani, to już jawna kpina z litery i ducha prawa! Jeżeli świetny lekarz psychiatra doi tygodniowo, powiedzmy, 140 tysięcy złotych, to 20 tysięcy rekompensaty sąd mógł zasądzić za komuny, a nie w demokracji.
         Czytam, piszę i znów nie wiem, kogo trzeba zapakować w kaftan bezpieczeństwa: ordynatora psychiatryka, gliniarza prowokatora, sędziego kawalarza czy mnie - cynicznego gryzipiórka? Bo ktoś tu ewidentnie zwariował... O, tak, już wiem kto - dyrektor szpitala w Bolesławcu. Szybko wyszło na jaw, że za łapówki przymknięto wcześniej koleżkę ordynatora. Wziął od trójki bandziorów w łapę za lewe wariackie papiery. I kiedy się zorientował, że ordynator dostał odszkodowanie, natychmiast wniósł swoją sprawę. Dyrektor psychiatryka natychmiast przyjął go do pracy, bo nie ma kilkudziesięciu tysięcy na kolejne odszkodowanie.
         Poza tym w kraju bez zmian: Beger Renia fałszuj..., przepraszam - studiuje politologię, w Łodzi - odkąd za schwytanie złodzieja policjant otrzymuje 200-złotowy bonus - wykrywalność wzrosła czterokrotnie, śledztwo w sprawie nielegalnych przyjęć z odwołania na prawo na Uniwersytecie Gdańskim nadzoruje prokurator Fedosiuk. Prywatnie - ojciec dziewczyny, która dostała się na lewo na prawo, bo z odwołania.
         Jak w anegdocie z żydowskiej szkółki o małym Jonaszku - bilans musi zawsze wyjść na zero. Cóż, kiedy umiera prawo, zakwita lewizna. Oto rebe Mendel opowiada dzieciaczkom o dobroci Boga: - Jeżeli któryś ze zmysłów człowieka szwankuje, Bóg wynagradza mu to doskonałym innym zmysłem. Jeśli ma słaby rozum, to wyjatkowy spryt... Może ktoś z was ma jakiś przykład?
         Jonaszek podnosi rękę: - Mój tate ma prawą nogę krótszą, rebe...
         - No i widzisz, jaka jest dobroć Pana? Lewą nogę ma na pewno dłuższą.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo