Wojna o łąki

    Małgorzata Felińska [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Nikt nie dostanie dopłat bezpośrednich do 313 hektarów łąk w Nowym Dąbiu. Powód: wnioski o unijne pieniądze złożyło dwóch dzierżawców i dopiero sąd rozstrzygnie, który z nich użytkuje ziemię legalnie, a który nielegalnie. To jedyny taki przypadek na Kujawach i Pomorzu.
         Podwórze 700-hektarowego gospodarstwa łąkarskiego w Nowym Dąbiu (gm. Łabiszyn) jest czyste i ukwiecone. Ale kurniki stoją puste. - W maju sprzedaliśmy ostatnie indyczki. Teraz tylko staramy się zebrać siano. Walczymy o łąki - mówi Irena Napierała. Z mężem Mirosławem od dziewięciu miesięcy walczy o utrzymanie statusu dzierżawcy części gospodarstwa w Nowym Dąbiu, mimo sprzeciwu właściciela ziemi - Józefa Szymańskiego i nowego dzierżawcy - Andrzeja Wiatrowskiego.
         Kłopoty ze sprzedażą
         
    W kwietniu 2000 r. Józef i Alicja Szymańscy kupili na przetargu od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (obecnie Agencja Nieruchomości Rolnych) gospodarstwo w Nowym Dąbiu. Za 718 ha użytków rolnych oraz 5 kurników i budynki gospodarcze na 6 ha zapłacili 3,15 mln zł, prawie trzy razy więcej niż wynosiła cena wywoławcza. Agencja należność rozłożyła na raty płatne w ciągu 9 lat. Szymańscy ograniczyli się do pierwszej wpłaty - 630 tys. zł (teraz raty - po 280 tys. zł rocznie - spłaca bank, który wystawił nabywcom gwarancję).
         Ponieważ nowi właściciele Nowego Dąbia mieszkają pod Koninem, w gospodarstwie zatrudnili Irenę Napierała - technika rolnictwa. Jej mąż, zootechnik-rencista, pomagał w prowadzeniu gospodarstwa. Zaczęto od tuczu gęsi białej kołudzkiej. Do przerobionych z obór kurników wstawiono też kaczki - w sumie 100 tys. sztuk drobiu.
         Niemal natychmiast rozpoczęły się kłopoty ze sprzedażą. Kontrahenci płacili z opóźnieniem lub wcale. Potrzebne były kolejne kredyty. Szymańscy mieli niespłacony kredyt w agencji, ale wzięli następny - dla młodych rolników. Później zaciągnęli kolejny - komercyjny. I następny - na zakup pasz.
         Kłopoty zaczęły się w 2002 r., kiedy przedstawiciele Gospodarczego Banku Wielkopolski przyjechali skontrolować gospodarstwo. W kwietniu Szymańscy zaczęli wygaszać produkcję, bo bank chciał odzyskać choć część kredytu. Udało się zwrócić 400 tys. zł. W listopadzie kurniki były już puste.
         Józef zmienia imię
         
    Kiedy nie udało się sprzedać ziemi i budynków (hipoteka gospodarstwa wartego 1,2 mln zł obciążona była na 8 mln zł) Józef Szymański zaproponował Napierałom, żeby wydzierżawili od niego gospodarstwo. Małżeństwo miało jednak inny pomysł - zaproponowali Szymańskim, że odkupią od nich 73 ha z budynkami. Tuż przed podpisaniem umowy Szymańscy wrócili do pierwotnego planu - dzierżawy. Napierałowie zgodzili się, ale tylko na dzierżawę kurników. Znów zaczęli hodować indyki.
         - Nie mieliśmy co zrobić z odchodami ptaków - tłumaczy Mirosław Napierała, - więc w maju 2003 roku wydzierżawiliśmy od Szymańskich 313 ha łąk. Właścicielowi płaciliśmy oficjalnie tysiąc złotych miesięcznie. Te pieniądze od razu inkasował bank na poczet spłaty długu.
         Ponieważ o pieniądze z dzierżawy dopominali się inni wierzyciele, Szymański w lipcu 2003 r. zmienił umowę dzierżawy na umowę użyczenia. Na nowym dokumencie podpisał się: Roman Szymański. Dlaczego? - Nie mam zamiaru się tłumaczyć - odburkuje. Zmienił nie tylko imię, także datę urodzenia i PESEL (co spowodowało, że w październiku 2003 komornik, który przyjechał do gospodarstwa odstąpił od egzekucji długów, ponieważ dla niego zmienił się właściciel majątku). Podpisu żony Szymańskiego - współwłaścicielki Nowego Dąbia, na nowej umowie nie było.
         Czas się skończył
         
    W połowie stycznia 2004 r. użytkownicy zostali zaskoczeni wypowiedzeniem umowy podpisanym przez Józefa Szymańskiego. - Umowę rozwiązałem, bo sytuacja tego wymagała. Ich czas się skończył - enigmatycznie wyjaśnia Szymański i dopiero przyciśnięty bąka coś o zaniedbanych łąkach, na których do wiosny leżały baloty siana z jesiennego koszenia.
         Właściciel domagał się, żeby dzierżawcy opuścili gospodarstwo do 15 maja 2004 r. Napierałowie napisali na wypowiedzeniu, że przyjęli je do wiadomości. Tymczasem już pięć dni po otrzymaniu wypowiedzenia umowy użytkowania gospodarstwa, pismo do Napierałów wystosowała współwłaścicielka gospodarstwa - Alicja Szymańska. Napisała, że użytkowanie Nowego Dąbia odbywa się bez jej zgody, a więc jest bezumowne. Dlatego żąda od użytkowników uregulowania zaległego czynszu w kwocie 10 tys. zł za każdy miesiąc - w sumie 140 tys. zł i wzywa do opuszczenia nieruchomości do 15 lutego 2004 r. Jeśli nie - zagroziła Szymańska - czynsz zostanie podniesiony do 20 tys. zł miesięcznie, a sprawa trafi do sądu.
         - Moja małżonka nie toleruje umowy użytkowania gospodarstwa. Nigdy nie było między nami zgody w tej kwestii - przyznaje Józef (vel Roman) Szymański.
         Irena i Mirosław Napierała odpisali współwłaścicielce nieruchomości, przypominając, że z jej mężem podpisali umowę użytkowania. Nie opuścili gospodarstwa i ponowili swoją wcześniejszą propozycję kupna 73 ha z budynkami. Tymczasem w połowie marca zadzwonił do nich Andrzej Wiatrowski z informacją, że 26 stycznia podpisał z Szymańskimi umowę dzierżawy na całe gospodarstwo w Nowym Dąbiu. - Zaproponował nam podnajęcie kurników za 7 tysięcy złotych miesięcznie - wspomina Irena Napierała. - Odpowiedzieliśmy, że interesuje nas tylko kupno, nie wynajem.
         W maju użytkownicy majątku opróżnili kurniki i od tego czasu zajmują się tylko łąkami - usiłują je kosić, co skutecznie utrudnia im nowy dzierżawca - Andrzej Wiatrowski. Chcą wymienić siano na słomę, potrzebną w gospodarstwie drobiarskim.
         - Jesteśmy zastraszani - Irenie Napierała trzęsą się ręce. Chodzi nie tylko o pisma z groźbami od Alicji Szymańskiej i jej prawnika. - 26 sierpnia - opowiadają Napierałowie - do gospodarstwa wpadli Szymański i Wiatrowski z ochroniarzami. Zablokowali bramę, krzyczeli - wynosić mi się!
         Wezwani przez Napierałów policjanci ze Żnina, po obejrzeniu dokumentów pouczyli ochroniarzy drugiej strony, że działają bezprawnie i mają opuścić gospodarstwo.
         Nikt nie dostanie
         
    Irena i Mirosława Napierała złożyli w inowrocławskim biurze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wniosek o dopłaty do 313 ha dzierżawionych łąk. Wniosek o dopłaty złożył też dzierżawca całego gospodarstwa Andrzej Wiatrowski. System wyłapał podwójny wniosek. Pierwsza rozprawa administracyjna w agencji odbyła się 14 lipca, ostatnia (trzecia) - 25 sierpnia. Irena i Mirosław Napierała twierdzą, że udowodnili w agencji, iż Wiatrowski kłamie - przedstawia podrobione faktury na nawozy oraz świadków, którzy potem wycofują się z wcześniejszych zeznań na jego korzyść.
         Od lipca do sierpnia dzierżawcy na wyścigi kosili sporne łąki, chcąc mieć dowód, że to oni właśnie są ich użytkownikami. Nie obeszło się bez "podkładania świni", czyli balotów siana. - Na części łąk nie zrobiliśmy drugiego pokosu, bo Wiatrowski nam to utrudnia - Irena Napierała pokazuje rozrzucone na łące stare baloty.
         Efekt był do przewidzenia - kierownik biura powiatowego ARiMR podjął decyzję, że 313 ha w tym roku zostanie bez dopłat bezpośrednich. Dzierżawcy zapowiadają, że od tej decyzji odwołają się do dyrektora toruńskiego oddziału agencji.
         Co robi Szymański? Spokojnie przygląda się wojnie między dzierżawcami, chociaż uważa, że Wiatrowski dzierżawi grunty legalnie, a Napierałowie - nielegalnie. Sam nie ma zamiaru drogą sądową pozbywać się Napierałów. Wystarczy, że to oni skierowali do sądu sprawę o ustalenie, że są dzierżawcami nieruchomości. - Czekam na wyrok sądu w Szubinie - mówi Józef (Roman) Szymański.
         - Umowa dzierżawy kończy się w grudniu tego roku - martwi się Mirosław Napierała. - Jeśli do tego czasu nie kupimy gospodarstwa, będziemy musieli wyprowadzić się z Nowego Dąbia.
         Radca prawny państwa Szymańskich w ostatnim piśmie dał niechcianym dzierżawcom ultimatum - mają opuścić Nowe Dąbie najpóźniej dzisiaj "pod rygorem skutków prawnych".
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo