Lek na moralność

    Rozmawiała Hanka Sowińska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    BOŻENY GLAMOWSKIeJ z Grudziądza, uhonorowanej tytułem "Aptekarz Roku 2003"
         - Podobno cechuje panią aptekarska dokładność. Tak oceniają panią koledzy, na tę cechę zwróciła też uwagę Kapituła, wybierając panią spośród grona nominowanych.
         - Nie spodziewałam się certyfikatu. Jestem zaskoczona. Nie będę jednak ukrywać, że jest mi niezmiernie miło. Dziękuję za ten tytuł. Jestem skromnym człowiekiem, który lubi swój zawód.
    Stałam się aptekarzem z zamiłowania. Kończyłam Wydział Farmaceutyczny Akademii Medycznej w Gdańsku pod koniec lat 50. Wcześniej nikt z mojej rodziny nie parał się tym zawodem. Jestem pierwsza i... niestety będę ostatnia. Chyba, że wnuczki pójdą w moje ślady.
         - Coraz głośniej mówi się, że dla farmaceutów także nadeszły ciężkie czasy, bo na jednej ulicy funkcjonuje kilka aptek. Ale to chyba nie główny powód zmartwień?
         - Rzeczywiście, kiedyś praca nie była tak stresująca. Powodem naszych kłopotów nie są pacjenci, choć i oni niekiedy zachowują się nerwowo. Staramy się ich zrozumieć, tłumaczymy. Nie byłoby zadrażnień przy okienku, gdyby nie stale zmieniające się przepisy, jak również wysokie ceny specyfików, które sprawiają, że wiele osób nie stać na wykupienie lekarstw. A co do liczby aptek... Wszystko dlatego, że teraz każdy może otworzyć lokal i sprzedawać lekarstwa. Warunkiem uzyskania zezwolenia jest zatrudnienie na stanowisku kierownika osoby z wykształceniem farmaceutycznym.
         - Władze Naczelnej Izby Aptekarskiej oceniają, że obecna sytuacja w środowisku jest dramatyczna. Jako powód podają to, że na leki refundowane stosowane są różne ceny. Na tym tle ma dochodzić do konfliktów między aptekami, a także na styku pacjent-farmaceuta. Jakie jest pani zdanie?
         - Na leki refundowane powinny by stałe, sztywne ceny. Tymczasem są hurtownie, które w ramach różnych programów oferują specyfiki po niższych cenach. Tym sposobem w jednej aptece jakiś lek kosztuje mniej, w sąsiedniej może być nawet dwa razy droższy. Taka sytuacja sprawia, że dochodzi do dyskryminowania pacjentów. Jest bardzo dużo leków, które nie są objęte refundacją. Więc jeśli apteki mają konkurować, to tylko w grupie tych specyfików.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo