Córeczka

    Roman Laudański

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Z tego kochania 14-letniej Sandry z 18-letnim Leszkiem nic dobrego nie wyszło. Gorzej - tragedią się ono skończyło. Białą trumienkę z ich córką kopidołek do ziemi włożył.
         Sandra, drobna nastolatka, siedzi przed blokiem w swojej wsi. Łuska ziarna słonecznika patrząc na autobus, z którego wysypują się uczniowie pobliskiej podstawówki i gimnazjum. Za kilka dni ona też będzie tak wracać ze szkoły. Jak się sprawy ułożą po tym jej porodzie, o którym mówią nie tylko w jej rodzinnej miejscowości.
         Nie można powiedzieć, że ta popegeerowska wieś jest od świata odcięta i drogę cywilizacji lasy zagradzają.
    Na co drugim balkonie trzech dwupiętrowych bloków satelity, samochody przed domami, pekaes. Dziś o pomyślność mieszkańców dba tylko Najświętsza Panienka z zielonej kapliczki i przydrożny święty z pomnika na skarpie. Kiedyś to o nich PGR dbał, młodzież nawet klub miała w starym dworku, który teraz człowiek z kasą wyremontował i murem od wsi odgrodził.
         Młodym łatwiej znaleźć robotę w okolicznych przetwórniach. Część rodzeństwa Sandry, owszem, pracę ma. Gorzej z dorosłymi. Do lasu na grzyby chodzą. Gdyby jeszcze mocniej popadało, to byłoby ich więcej. Matka Sandry mówi, że to przez te grzyby wszyscy wtedy zmęczeni byli i dlatego nikt niczego tamtej nocy na początku września nie słyszał.
         - Twój chłopak nie używał prezerwatyw? - pytam.
         Sandra kręci głową, energiczniej przeżuwa gumę.
         - Nie proponował ci skrobanki? - pytam.
         - Czego? - na twarzy dziewczynki maluje się zdziwienie.
         - Ona nie wie, co to jest - wtrąca starsza siostra.
         - Usunięcia ciąży... - tłumaczę.
         - ...a nie - robi balon z gumy do żucia.
         Przed tą straszną nocą wszyscy już się Sandry pytali: zaciążyła czy nie? Bo chociaż ciągle w spodniach chodziła, to w domu coś im spokoju ten brzuch nie dawał. A ona ciągle i kategorycznie - nie i nie, że w ciąży nie jest.
         Sandra uczy się w trzeciej gimnazjalnej. W sąsiedniej miejscowości podstawówka i gimnazjum razem w jednym gmachu, siedemset dzieciaków z okolicznych wsi. Dojeżdżają i odjeżdżają gimbusami. W autobusach buzie się im nie zamykają, a o czym dziewczyny bez przerwy gadają, to każdy się domyśla - nawet ksiądz proboszcz. O chłopakach pytlują bez opamiętania. A jak w szkole ginekolog pogadankę miał, to czy go słuchały? A gdzie tam! Gadały wiadomo o kim!
         - O chłopakach - potwierdza Sandra. Siedzimy w mieszkaniu. W trzech pokojach matka z ojcem, siostry i dwóch braci. Najstarsza już z domu wyszła, zamężna, dwoje dzieci ma. Sandra tak nawet po cichu myślała, że ubranka po nich może dla jej dziecka będą. Powiedziała o ciąży - twierdzi - wyłącznie swojemu chłopakowi, a on wspomniał o tym swojej matce. Jej chłopak - Leszek - właśnie we wrześniu osiemnastkę skończył, ale imprezę zrobi później, jak ten szum we wsi opadnie. Chociaż może być problem, bo z paragrafu wynika, że za obcowanie płciowe z nieletnią grozi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności i przyszłość jego w ciemnych kolorach się rysuje.
         W szkole przypominają, że spotkania z ginekologiem i położną są co roku, takie z filmem, slajdami i dyskusją, także o antykoncepcji i miesiączkowaniu. Pielęgniarka przyjmuje codziennie przez osiem godzin. Tak samo, jak i pani pedagog, która przyznaje, że dziewczyny zaglądają do niej głównie z problemami rodzinnymi i osobistymi. Zwierzają się z konfliktów, a najczęstszym tematem jest szkolna miłość. Ta wyidealizowana, pierwsza. O seksie nie, pewnie o tym między sobą gadają.
         O problemach z dojrzewaniem można też z paniami od wychowania fizycznego pogadać. Sandra w przeddzień porodu też wuef miała, ale nie ćwiczyli wtedy, bo na pierwszej lekcji zapoznawali się z regulaminami. Pierwsze cztery dni roku szkolnego w spodniach przychodziła ubrana i nikt nic nie zauważył, choć podejrzenia były, bo dzieciaki o tym plotkowały. Wychowawczyni pytała ją, czy jest w ciąży? Wyparła się w żywe oczy.
         Sandra nie sprawiała problemów wychowawczych. Oceny między dobrym a dostatecznym. I wcale tak nie jest, że dziewczyny kończą gimnazjum i zaraz je ciągnie do żeniaczki. Zależy im na tym, żeby skończyć coś jeszcze - np. zawodówkę w Człuchowie.
         - Żeby tylko młodzież chciała pomocy. Na siłę nic nie możemy zrobić - wzdycha pedagog.
         Tamtej nocy, co to wszyscy zmęczeni po grzybach twardo spali, 14-letnia Sandra rodzić zaczęła. Nic się rodzicom nie przyznała, zęby zacisnęła i urodziła córeczkę w pokoju. Mówi, że martwą urodziła. Owinęła ją może jakimiś szmatami czy szlafrokiem, pod wannę schowała.
         - Krzyczałaś? - pytam Sandrę
         - Nie... - odpowiada i strzela balonem.
         - A bóle miałaś?
         Kiwa głową.
         - To czemu nic nie powiedziałaś? - pyta siostra.
         Wzrusza ramionami.
         Wtedy krwotoku dostała, rodzice karetkę wezwali, a w człuchowskim szpitalu mówią: no dobrze, pacjentka po porodzie, a gdzie dziecko?
         Z tego wszystkiego, to problem ma teraz prokuratur. Wylicza: trzeba wyjaśnić, czy dziecko urodziło się żywe czy też martwe? Jak żywe to jaka była przyczyna zgonu? Najgorszy wariant, to zabójstwo, ale bywa, że matki zabijają noworodki w tzw. szoku poporodowym. Przeprowadzono sekcję zwłok i pobrano wycinki do dalszych badań. Wyniki będą znane dopiero pod koniec października. - Tylko w amerykańskich filmach policjanci dzwonią do patologów i mówią, że wyniki mają być "na wczoraj" - prokurator przekłada kolejne teczki.
         W człuchowskim sądzie rodzinnym najpierw pytają, o którą czternastolatkę chodzi? Tę, co urodziła czy molestowaną? Wskazuję. Pada krótkie zdanie: będzie wystąpienie o ograniczenie praw rodzicielskich, takie są przepisy.
         - Jakie plany miałaś ze swoim chłopakiem? - pytam Sandry.
         - Na żeniaczkę trzeba mieć lata i pieniądze - wtrąca matka.
         Córki zgodnie kiwają głowami.
         - W szkole nie mówili o kochaniu?
         - Na religii. Ksiądz radził, żeby poczekać do ślubu.
         Szkolna pedagog jest przekonana, że dzisiejsze problemy uczniów biorą się z tego, że u nas jest wciąż za mało więzi i współpracy między dzieckiem, szkołą a rodzicami.
         Ksiądz proboszcz, wieloletni katecheta nie wypowiada się na temat konkretnego przypadku, bo sprawa jest złożona, ale ogólnie. Kiedyś, jak dzieci były przy matce, to nie wychowywała ich ulica, tak jak teraz. Z kluczami na szyi nie biegały. I ojcowie dzieci na żebry nie wysyłali. No i jeszcze kwestia autorytetów. - Boli, jak o wychowawczyni mówią "ona", a nie "pani". Ja tak nie byłem wychowywany - kiwa głową proboszcz. I dlaczego teraz strażnicy chronią szkoły i to już podstawowe? A czy kto widział, żeby matka nie wiedziała, co w nocy robi jej córka chodząca do piątej klasy szkoły podstawowej?
         Katecheta dodaje, że kiedyś mówiło się, że chłopak jest gorszy od dziewczyny. A czy dziś nie należy zmienić zdania w tej sprawie? - Jak rodzic nie wychowa, to nie zrobi tego najlepszy nauczyciel.
         Ginekolodzy z Człuchowa i Tucholi nie pamiętają zbyt wielu rodzących nastolatek. - 13-latka raz, 15-latki się zdarzają, ale masowej skali nie ma - uspokaja tucholski ginekolog. O antykoncepcji rozmawia z nastolatkami podczas niewielu wizyt. Ot, rodzice na poziomie, domyślają się, że córka ma chłopaka, to z nią przyjdą. Czasem do szkoły na prelekcję zaproszą, ale to już starsze klasy szkoły średniej. Inny ginekolog powie, że jaki jest poziom wiedzy seksualnej u młodych i ogólnie w społeczeństwie, to wszyscy wiedzą. Wstydliwe tematy, ciągłe tabu.
         - Sandro, warto było?
         - Nie... - kręci głową i żuje gumę.
         - A co chcesz dalej robić w życiu?
         - Uczyć się w człuchowskim technikum.
         - Specjalność?
         - Gastronomiczna i handlowa. Wolałabym pracować w sklepie.
         Podczas pogrzebu córki Sandra leżała jeszcze w szpitalu. Byli rodzice jej i jego. Dziecko nieochrzczone, to i ksiądz niepotrzebny. Grabarz wziął trumnę pod pachę i zakopał.
         Matka Sandry dodaje, że jak wychowała pięcioro własnych, a i wcześniaki były, to i szóstym mogłaby się zająć. Gdyby tylko urodziło się żywe.
         PS. Imiona bohaterów zostały zmienione.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo