Niewypłacalni

    Beata Busz

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - <i>Ż</i>a<i>den bank nie pożyczy mi już pieniędzy.</i> <i>Jestem dla nich człowiekiem z czarnej listy. - </i>Na tę listę trafiły nazwiska już ponad miliona Polaków
         Roman czuje się bankrutem. Mówi, że będzie musiał zacząć wszystko od zera. I bez kredytów.
         Niedawno zdmuchnął z urodzinowego tortu zaledwie 35 świeczek, a już twierdzi że przegrał życie. Trzęsącymi się rękami zapala papierosa. Odruchowo bawi się zapalniczką. Jeszcze pięć lata temu nie palił. Teraz puszcza z dymem przynajmniej paczkę papierosów dziennie. - Z nerwów - mówi. - Bo ja jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów...
         Pięć lat temu, wtedy kiedy nie palił, mógł uchodzić za szczęściarza. Dobrze płatna praca, do tego nienajgorsza pensja żony. Bank bez problemu pożyczył mu pieniądze na budowę wymarzonego domu w jednej z dzielnic Bydgoszczy. - Nawet do ekipy budowlanej miałem szczęście. Ludzie zwykle narzekają na partaczy, a ja już po kilku miesiącach przenosiłem moją ukochaną przez równiutki próg - opowiada Romana. Później na świat przyszedł syn. - Poczułem się stuprocentowym mężczyzną. Nie pozostawało mi już nic innego jak zasadzić drzewo - znów się zaciąga. - I wtedy los postanowił spłatać mi figla...
         
    Zaciskanie pętli
         
    Pierwsza robotę straciła żona. - Po prostu szef podziękował jej kiedy wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim - relacjonuje Roman. - Pół roku później pożegnałem się z moją dobrze płatną pracą. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie zaskoczeniem. Już od jakiegoś czasu w firmie nie działo się najlepiej.
         
    Przez trzy miesiące próbował znaleźć inne źródło utrzymania. Odpowiedział na kilkadziesiąt ogłoszeń o pracę. Bez odzewu. Tymczasem odłożone na koncie oszczędności topniały w zastraszającym tempie. - Ledwo starczało nam na życie, a co dopiero na spłatę kredytu - mówi . - Wtedy też podjąłem dość odważną decyzję: zadłużam się u rodziny i otwieram własny interes. Dziś tak sobie myślę, że chyba zbyt odważną...
         
    Bo biznes nie szedł mu najlepiej. Znów zaczął pożyczać niewielkie sumy w różnych bankach. Jeden kredyt spłacał kolejnym. W końcu nie było już od kogo i gdzie pożyczać. - Z każdym miesiącem coraz bardziej się pogrążam. W tej chwili nie spłacam już żadnych rat. W szufladzie przybywa niezapłaconych rachunków za prąd i gaz - wyznaje Roman. - Bank, ten który pożyczył mi na dom, wezwał mnie na rozmowę. Chce wypowiedzieć umowę kredytową. Próbuję jeszcze negocjować. Szukam też kupca na dom. Może uda mi się go sprzedać za przyzwoite pieniądze, spłacić długi i kupić kawalerkę. Ale co dalej?
         
    Roman boi się zaczynać życie praktycznie od zera. - Jedyne co mi pozostało to rodzina. W podobnych sytuacjach wiele małżeństw się rozpada. Nasze przetrwało tę najcięższą próbę. Bo chyba nic gorszego nie może się już zdarzyć? - pyta z nadzieją w głosie.
         Rekordzistom odmawiają
         
    Roman wie, że żaden bank nie pożyczy mu pieniędzy. - Jestem dla nich człowiekiem z czarnej listy - dodaje. Ale nie jest na tej liście sam. Widnieją tam jeszcze nazwiska ponad miliona Polaków. To oporni dłużnicy 33 największych banków, z którymi współpracuje Biuro Informacji Kredytowej. Romanowi daleko też do pobicia rekordu. Rekordzista ma bowiem na swoim koncie aż 77 kredytów. Ale do 77 razy sztuka... - Takie przypadki to już przeszłość - zapewnia Maciej Duszczyk z BIK. - Trafiają się jeszcze osoby, które mają po kilka lub kilkanaście zobowiązań. Jednak banki coraz częściej zanim pożyczą pieniądze, prześwietlają klientów. Dziennie sprzedajemy im około 20 tys. raportów.
         
    Jak łatwo się domyśleć, BIK nie cieszy się sympatią potencjalnych kredytobiorców. Biuro pokrzyżowało już bowiem szyki wielu z nich. - Były nawet na nas skargi do różnych państwowych instytucji - mówi Duszczyk. - Ale są i zadowoleni. I pewnie tu wielu zdziwię, ale nie mam na myśli wyłącznie banków. Zadzwoniła do nas kobieta, która wręcz dziękowała za naszą działalność. Jej córka popadła w prawdziwe tarapaty. Jeden kredyt spłacała drugim. Matka obawiała się nawet, że zadłużone po uszy dziecko skończy w więzieniu. Teraz, po zasięgnięciu opinii z BIK-u, żaden bank nie chce już jej udzielić kredytu. Matka pomaga jej spłacać dotychczasowe zobowiązania. Powoli wychodzi na prostą...
         
    Scenariusz dramatu
         
    Boom pożyczkowy rozpoczął się u nas pod koniec lat 90-tych. Wzorem krajów Europy Zachodniej zaczęliśmy żyć na kredyt. - Nie masz gotówki na dom, samochód, wakacje w ciepłych krajach? Pożycz! - zachęcały banki. I wielu z nas pożyczało. W dodatku jak grzyby po deszczu powstawały firmy oferujące szybkie kredyty bez zbędnych formalności. Kupowaliśmy na raty telewizory, pralki, dvd. Wówczas nie trzeba się jeszcze było martwić o pracę. Bezrobocie kojarzyło się ze społecznym marginesem.
         Jeszcze w 1998 roku niespłacone kredyty stanowiły zaledwie 10 proc. w portfelu wszystkich pożyczek udzielanych przez polskie banki. Pięć lat później było już to 23 proc. I nic dziwnego. W tym czasie co czwarty Polak był już bezrobotny. - Utrata pracy to najczęstsza przyczyna kłopotów ze spłatą kredytów - przyznaje Bogusław Kaczmarek ze Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej. - Scenariusz jest podobny: dwoje nieźle zarabiających małżonków zaciąga stosowne do swoich dochodów zobowiązana. Wystarczy, że jedno straci pracę, a już zaczyna się dramat.
         
    Stowarzyszenie postanowiło tym dramatom zaradzić. W 2001 stworzyło pierwszy Ośrodek Doradztwa Finansowego i Kredytowego w Gdyni. Później powstały kolejne w Warszawie i Katowicach. - Co miesiąc zgłasza się do nas kilkadziesiąt osób z całej Polski proszących o wyciągnięcie ich z długów - szacuje Kaczmarek. - Dzwonią, piszą listy, a ostatnio kontaktują się z nami przez Internet. Staramy się im pomóc w zdobyciu kredytu na restrukturyzację zadłużenia. Jednak mogą na niego liczyć wyłącznie ci, którzy są wypłacalni. Niestety zdecydowana większość tych, którzy się do nas zwracają nie ma już tzw. zdolności kredytowej. Ich dochody nie wystarczają nawet na regulowanie bieżących zobowiązań.
         
    Kaczmarek przekonuje, że rozwiązaniem dla tych osób mogłaby być upadłość konsumencka.
         Upadłość po polsku
         
    Dotychczas w naszym kraju upadłość zarezerwowana była wyłącznie dla firm. Tymczasem w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Japonii zwykły obywatel raz w życiu może ogłosić bankructwo. - Czemu nie mogłoby być tak również u nas? - pyta Kaczmarek.
         Podobnego zdania był Henryk Matuska ze wsi Kępno w gminie Słupsk. Ogłosił wszem i wobec, że upada. Mężczyzna kilka lat temu wziął kredyt na budowę gospodarstwa agroturystycznego. Gdy dom dla turystów był już prawie gotowy, doszło do nieszczęścia. - Podczas dojenia krowy, druga krowa się cieliła, była podenerwowana, w pewnym momencie kopnęła mnie w głowę. Od tamtego czasu nie mogę pracować, często mdleję lub mam ataki padaczki - relacjonował mediom. Po powrocie ze szpitala, przeszedł na rentę. Jego dochody drastycznie spadły. Razem z żona rencistką nie są w stanie spłacać kredytu. Wspólnie mają 1300 złotych. A same raty to prawie 1000 zł miesięcznie. Matuska deklaruje, że nadal chce spłacać zobowiązania, jednak może na to przeznaczyć miesięcznie najwyżej 100-200 zł.
         Na razie ogłoszenie upadłości przez pana Henryka na niewiele się zdało. Potrzebne są jeszcze przepisy. W ubiegłym roku do laski marszałkowskiej trafił poselski projekt ustawy o upadłości konsumenckiej, ale nie spodobał się rządowi oraz bankom. Zawarte w nim przepisy krytykowali również znawcy tematu. Według prof. Feliksa Zedlera, współtwórcy prawa upadłościowego dla przedsiębiorstw, upadłość konsumencka powinna być tania i prosta, bo i kwoty zadłużenia są stosunkowo niewielkie. Tymczasem koszty procedury przewidzianej w projekcie poselskim są zbyt wysokie. Teraz nad nową, podobno lepszą wersją upadłości konsumenckie pracuje rząd. Ale Roman pewnie się już na nią nie załapie...
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo