Żegnaj, wodzu

    Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W Gdańsku zmarł syn Wysokiego Orła i Białego Obłoku, jedna z najbardziej barwnych postaci PRL. Indiański Polak, polski Indianin.
    Dobry człowiek, Indianin.

    Dobry człowiek, Indianin. ©Daniel Pach

         W biografii Stanisława Supłatowicza trudno rozdzielić legendę od historii. Kiedy w Internecie pojawiała się informacja o śmierci Sat-Okha (Długie Pióro) nawet indianiści nie byli zgodni czy Supłatowicz rzeczywiście jest synem Lee-Ono-Ma (Wysoki Orzeł), wodza Szaunisów.
         Od czerwonych do czerwonoskórych
         Jedni argumentowali, że Supłatowicz, zanim włosy przyprószyła mu siwizna, był ciemnym blondynem, co w indiańskich małżeństwach mieszanych się nie zdarza. Inni zwracali uwagę na orli profil Długiego Pióra, żywcem przypominający czerwonoskórych.
         Pewne jest, że matka Długiego Pióra, Stanisława Supłatowicz została w 1905 roku zesłana na Syberię wraz z rodziną.
    Tajemnicze jest to, co działo się później. Sam Sat-Okh relacjonował: - Po wybuchu rewolucji bolszewickiej, wraz z grupą uciekinierów, matka przeprawiła się przez Alaskę do Kanady. W drodze ciężko zachorowała. Towarzysze podróży zostawili ją w szałasie i wyruszyli po pomoc. Tam znaleźli ją polujący Indianie.
         Zakonnice obcinają indiańskie włosy
         
    Stanisława miała rozkochać w sobie indiańskiego wodza, Wysokiego Orła. Już jako Biały Obłok (Ta-Wach) stała się jego żoną i matką trojga dzieci.
         Mieszkali w Kanadzie, w jednej z trudno dostępnych wiosek. Około 1930 roku wojownik Szaunisów uratować miał przed atakiem niedźwiedzia kilku białych. Jednym z nich był ponoć Polak, który powiadomił Stanisławę, że Polska odzyskała niepodległość.
         Matka Sat-Okha zadecydowała, że wyruszy za ocean odwiedzić bliskich. Wzięła ze sobą Stanisława. Miał 17 lat, po raz pierwszy opuścił, indiańską wieś. W polskiej szkole siostry zakonne obcięły chłopcu długie włosy. Przez rok nie odzywał się słowem.
         Szaunis nieczysty rasowo
         
    Mieli już wracać do Kanady, kiedy wybuchła II wojna światowa. Sat wydał się hitlerowcom podejrzany rasowo. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i wysłany do Oświęcimia. Zbiegł z transportu, schronił się w Górach Świętokrzyskich, gdzie trafił do partyzantki. Był w swoim żywiole, przetrwanie zimy w lesie nie sprawiało mu problemu. Koledzy z partyzantki nazwali go "Kozak", za służbę w podziemiu przyznano mu Krzyż Walecznych.
         Po wojnie Sat pływał na okrętach podwodnych, później na Batorym. Dzięki temu, mógł odwiedzać siostrę - Spadającą Gwiazdę, mieszkająca stale w rezerwacie Grzmiące Wody.
         Blade twarze i Słone Skały
         
    W 1958 roku Sat-Okh pojawił się w na łamach "Świata Młodych", później wydał swoją pierwsza książkę (współautorem był Jerzy Broszkiewicz) - "Ziemię Słonych Skał". Powieść zyskała ogromną popularność, została przetłumaczona na 12 języków, w tym na mongolski i hebrajski.
         Długie Pióro w krótkim czasie stał się jednym z idoli nastolatków. W barwnym pióropuszu występował w telewizyjnych programach dla młodzieży, uczył tradycyjnego tańca, stawiania tipi, indiańskiego rękodzieła. Wychował trzy pokolenia polskich indianistów, jego obecność była największą atrakcją indiańskich zlotów.
         - Pamiętam Teleranek z początków lat 70. Kiedy zbliżał się prowadzony przez Sata cykl "Na indiańskiej ścieżce", nie pozwalałem nikomu podchodzić do telewizora. Myślę, że dla wielu dziś 50-letnich panów, którzy od dawna nie zajmują się kulturą Indian, wspomnienie Sata było jednym z pięknych epizodów młodości - mówi Dariusz Lipecki z toruńskiego zespołu Huu-Ska Luta propagującego kulturę Indian.
         Wódz odchodzi w garniturze
         
    Do Kanady nigdy już potem nie wrócił. Opiekował się żoną cierpiącą na chorobę Alzheimera. W ubiegłym roku owdowiał, w grudniu ubr. ożenił się ponownie. Gdy zmarł, wielobarwny tłum polskich indianistów przybył do Gdańska na pogrzeb swojego "Dziadka".
         Pogrzeb odbył się przed tygodniem. Supłatowicza pochowano zwyczajnie, w garniturze. Trumnę przykryły dziesiątki orlich i jastrzębich piór.
         Czy w żyłach Sat-Okha rzeczywiście płynęła indiańska krew? - To sprawy, których nikt pewnie do końca nie wyjaśni. Dla mnie jest to kwestia bez znaczenia. W pamięci pozostanie pełnym dobroci człowiekiem, dopiero w dalszej kolejności Indianinem - mówi Dariusz Lipecki.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo