Jesteś tu: Strona główna Publicystyka Artykuł

Anna German - powrót legendy. "Człowieczy los nie jest bajką ani snem" - śpiewała

Dodano: 1 maja 2013, 0:25 Autor:

Telewizyjny serial wydobył Annę German z szuflady zapomnienia. Jaką strunę w nas potrącił, że jej losy co tydzień śledzi średnio ponad 6 milionów widzów?

Skąd ten nagły wybuch miłości do piosenkarki, której utworów nie słyszeliśmy od lat? Rozczulamy się nad losem Anny German? Urzekł nas jej głos? Gra Joanny Moro, która wcieliła się w artystkę? Czy sprawna reżyseria Waldemara Krzystka, wcześniej autora m.in. "Małej Moskwy”? Zatęskniliśmy za porządnym serialem, bo przejadły nam się telenowele? No i kto to ogląda? Starsi, pamiętający piosenkarkę i jej "Tańczące Eurydyki”, "Człowieczy los”? Czy odkryli ją także młodzi?

Anna German ma planetoidę nazwaną jej imieniem, ulicę w Urgenczu, gdzie się urodziła, gwiazdę w moskiewskiej Alei Gwiazd. Rosjanie ciągle kochają ją miłością bezwarunkowa. U nas od lat była nieobecna, przykurzona.

Owszem, ukazywały się płyty z jej piosenkami, wspomnieniowe książki. Ale bez promocji szybko lądowały w głębi półek. Teraz błyskawicznie wędrują na miejsca z napisem "Polecamy! Nowość” i łapią klienta już na wejściu do księgarni.

Serial o Annie German w reżyserii Waldemara Krzystka (drugim reżyserem jest Aleksander Tymienko) oglądamy od lutego w piątkowe wieczory w telewizyjnej jedynce. To koprodukcja rosyjsko-ukraińsko-po-lska. Powstał w 2012 roku, na 30 rocznicę śmierci artystki, na zamówienie rosyjskiej telewizji. Jak mówi Krzystek w "Polityce”, serial był niespodzianką i dla Rosjan, i dla Polaków. Bo pokazał wszystkim, jak niewiele o Annie German wiedzieliśmy. Wiele szczegółów jej biografii dowiedział się dopiero podczas pracy nad filmem.

Dla nas też jest zaskoczeniem, że w polskiej piosenkarce nie ma ani krzty polskiej krwi. Z jednej strony serial przyciągnął przed ekrany ludzi, którzy do tej pory od telewizji stronili. Melomanów zainteresowanych muzyką poważną zainspirował do szukania w sieci piosenek Anny German. Z drugiej - gdy szukam socjologów i osób zainteresowanych kulturą, by porozmawiać o serialu słyszę, że nie oglądają. Że to nie ich bajka.

Na forach internetowych wypowiadają się głownie kobiety. Krytykują: postać smętna, przygarbiona, histeryczka. Tak piszą ci, którzy zachęceni opiniami zaczęli oglądanie od trzeciego czy czwartego odcinka i na tym skończyli. - Nuuuda - komentują bezlitośnie. Inni - że ze ściśniętym sercem oglądali to, co działo się w Związku Radzieckim. Krytykom zarzucają, ze nie znają losów rodziny, że historia jest poruszająca, bo prawdziwa. Widać, że krytycy oceniają losy bohaterki z obecnej perspektywy, a ona przecież zupełnie nie wpisuje się we współcześnie oglądane zachowania "gwiazd” i "gwiazdek”.

- Pierwsze odcinki były znakomite! - mówi o serialu Zbigniew Zdziebłowski, kierownik bydgoskiej filii księgarskiej firmy Matras. - Oglądam, bo tyle o Annie German nie widziałem. Piosenkarka była u nas zapomniana, przez niektórych została dopiero odkryta. Jej "Tańczące Eurydyki” zawsze były dla mnie jedną z najpiękniejszych piosenek w muzyce rozrywkowej. Anną German interesował się wcześniej, ma jej płyty, bo w ogóle ciekawi go muzyka lat 60. i 70. - Dobrze, że serial się pokazał - nie ukrywa.

Posłuchać piosenek Anny German można na YouTube. "Tańczące Eurydyki” mają prawie 900 tysięcy wyświetleń. Wrzuca je tam m.in. Tysia, czyli Justyna, która prowadzi blog o piosenkarce. Prowadzi go od prawie pięciu lat, niedawno dołączyła drugi. To zaskakujące, bo gdy odkryła Annę German miała niewiele ponad 20 lat. Przypadek - mama poprosiła ją, by wyszukała jej piosenki. A zaczęło się od artykułu w gazecie.

Powiem szczerze - pisze Tysia na blogu - że nigdy wcześniej nie kojarzyłam tej cudownej piosenkarki, kompozytorki, aktorki, malarki, pisarki, autorki swojej biograficznej książki "Wróć do Sorrento?”.

Justyna z zawodu jest technologiem odzieży, szyje, w osobie German i jej piosenkach zakochała się natychmiast. Odkryła, że niewiele wówczas o piosenkarce było w polskim internecie. - Chciałam coś dla Anny German zrobić.

I zaczęła gromadzić to, co znalazła. Książki, płyty, materiały prasowe. Ma przyjaciół w Rosji, którzy dostarczyli jej wiele informacji. - Rosjanie cały czas odnoszą się do niej z szacunkiem - mówi. - Dla nich to wielka ikona, ciągle tam obecna i popularna. W Polsce dopiero coś zaczyna się dziać. Justynę urzekł głos Anny German. - Piękny, krystaliczny. W jej piosenkach jest szczerość aż do bólu. Znajomi, którym opowiadała o Annie G. dziwili się, bo nic o niej nie słyszeli. Ale jakoś nie pokochali piosenkarki tak, jak Justyna.

Dr Magdalena Mateja z katedry dziennikarstwa i komunikacji społecznej UMK w Toruniu mówi, że wcześniej różnymi drogami dotarły do niej piosenki Anny German. - "Eurydyki” są tak fenomenalną piosenką, że wydaje mi się, iż jest to utwór, który przenika przez wszystkie generacje - mówi. - Poza Anną German kilka takich przebojów ma Grechuta, Czesław Niemen. - Wydaje mi się, że należą one do kanonu muzyki rozrywkowej.

Serialu dr Mateja nie śledzi. Obejrzała kilka odcinków z zawodowej ciekawości. Na jego popularność, jej zdaniem, złożyło się kilka czynników. - Po pierwsze: stacja. TVP ma przewagę nad komercyjnymi, bo "jedynka” ma duży zasięg. Po drugie: trafne osadzenie w ramówce - wieczór przed weekendem to dobra pora.

Dodaje, że chyba współczesna serialowa oferta wyczerpała swoją formułę. Telenowele, sitkomy, opery mydlane - kilkaset czy kilka tysięcy odcinków. Niby fabuła osadzona w realiach, ale... - W przypadku "Anny German” fabułę napisało życie, serial ma niedużo odcinków, każdy jest zwarty, ma swoją dynamikę. Widzowie są ciekawi, co dalej. To - można powiedzieć - względy formalne. Poza tym... - Urzekła mnie staranność i rzetelność realizatorów, dbałość o szczegóły, klimat, kostium scenografię - wylicza. - Film przecież kręcony był w wielu krajach.

Ale jest chyba coś, na co uwagę zwraca widz - główna bohaterka i jej losy. Tak mało, jak się okazuje, o Annie German wiedzieliśmy. A to, co wiedzieliśmy, nie zawsze było prawdziwe, jak ustalił Sławomir Koper w swojej książce "Życie artystek w PRL”. Rodzina Anny German nie była zainteresowana podawaniem wielu szczegółów do publicznej wiadomości. Ze zrozumiałych względów.

Tymczasem jej życie to gotowy scenariusz. Tragiczna śmierć ojca rozstrzelanego przez NKWD, tułaczka po Związku Radzieckim, przyjazd do Polski, walka Anny z własną nieśmiałością, tremą i strachem. Sukcesy, międzynarodowe uznanie przerwane tragicznym wypadkiem we Włoszech, walka o powrót do sprawności, w końcu choroba nowotworowa. Zmarła mając niewiele ponad 46 lat.

- W jej dramatycznym życiorysie tkwi recepta na sukces - podkreśla politolog Magdalena Mateja. - To postać z wielkim talentem, przepięknie śpiewająca. Żyła w wielokulturowym świecie. Do tego trzeba dodać Joannę Moro, która też wywodzi się z polsko-litewskiej rodziny. Jest świeża, eteryczna, zwiewna.
No i - co jest ogromną wartością dla miłośników głosu Anny German - w filmie wykorzystano archiwalne nagrania. Naprawdę więc słyszymy śpiewającą Annę German. - To wielka wartość tego serialu - zauważa Joanna Stempień-Rogalińska, rzecznik prasowy TVP

Słowem, gdy rozbierze się serial na czynniki pierwsze, pokazują się wszelkie składowe sukcesu.
Ale to jeszcze nie koniec. - W każdym przekazie medialnym interesuje nas drugi człowiek - zauważa dr Mateja. Przypomina niedawne filmy o Margaret Thatcher, Agacie Mróz-Olszewskiej. - Kusi nas rys biograficzny. Serial o Annie German jest biograficzny, ale nie w 100 procentach dokumentalny. Tymczasem prezydent Rzeszowa protestuje przeciw pomijaniu miasta w serialu.

To kto poświęca piątkowe wieczory na oglądanie serialu o Annie German? Kim jest te 6 milionów widzów? Telewizja nie ma badań, które pokazywałyby strukturę widowni. - Ale wiadomo, że telewizja publiczna z natury ma nieco starszą widownię, 40+ - nie kryje Joanna Stempień-Rogalińska, rzecznik TVP. Do telewizji dociera bardzo dużo listów i maili od widzów serialu. - Można sądzić, że maile pochodzą jednak od młodszych widzów, którzy dopiero teraz odkryli Annę German - przypuszcza rzeczniczka. - Może coś od niej słyszeli od mamy czy babci, zetknęli się z jej legendą, ale nie znali.
Magdalena Mateja: - Starsze pokolenie na pewno ogląda serial przez sentyment do wzorców kulturowych, podziw dla osobowości i głosu Anny German. To autentyczny talent.

Dlaczego więc zapomnieliśmy o Annie German? - To chyba naturalny bieg rzeczy - uważa Zbigniew Zdziebłowski z Matrasa. - Wciąż nie można patrzeć do tyłu. Po trosze zapomnieliśmy o niej już za życia. Panajot Bojadżijew, skrzypek i kompozytor rosyjski, w książce "Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach.” (zebrała Mariola Pryzwan) mówi, że po przerwie spowodowanej wypadkiem, Ania w Polsce już nigdy nie stanęła na takim piedestale, na którym była wcześniej. "Zdawała sobie sprawę, że największą popularność ma już za sobą. W Związku Radzieckim czekano na nią z otwartymi ramionami, gdy tymczasem w Polsce miała trudności niemal ze wszystkim”.

Zupełnie inaczej jest w Rosji. Ciekawe są rosyjskie strony jej poświęcone. Ale młodsze pokolenie Polaków nie uczy się już tego języka. W Rosji Anna German jest uwielbiana nieustannie. - Tam ją ciągle pamiętają i kochają. Jej piosenek słucha każde pokolenie, nawet bardzo młodzi ludzie - podkreśla tymczasem Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Moskwie, dziennikarz regionalnej rozgłośni Radio PiK we Włocławku.Ciągle wychodzą nowe albumy z jej piosenkami, obecna jest w radiu, młodzi wykonawcy przygotowują nowe aranżacje jej utworów. Każda rocznica związana z Anną German jest okazją do przygotowania reportażu czy filmu dokumentalnego w telewizji. Maciej Jastrzębski mówi, że teraz uwielbienie spłynęło także na Joannę Moro, która ma w Moskwie swój fanclub. - Jest bardzo ciepło witana i uwielbiana przez widzów.

A my? Jak szybko znowu zapomnimy o Annie G.?

Czytaj więcej o:
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
pomorska24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Polska powinna przyjąć walutę Euro?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 171.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 800 111 006

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

pomorska.pl jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.pomorska.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.