Bydgoska Spółdzielnia socjalna "Kreatywni" wśród najlepszych w Europie

Dodano: 2 stycznia 2012, 16:17 Autor:

Działają od dwóch lat. W ostatnim roku mocno rozwinęli skrzydła. Jeśli dalej pójdzie im w takim tempie, to tylko gratulować!
Bydgoska Spółdzielnia socjalna "Kreatywni" wśród najlepszych w Europie
Przeczytaj więcej

Żarty, śmiech, przekomarzania

Rok temu "Kreatywni" ciągle szukali swojej szansy. Teraz rozwinęli skrzydła.
Pracuje więcej osób, przybyło zleceń. Ludzie są bardziej optymistycznie nastawieni, słychać śmiech i żarty.

Spotkaliśmy się w tej samej sali, co rok temu. Na drzwiach groźny napis PROSZĘ PUKAĆ! To pukam.
Miejsce niskich stolików zajęły biurka, na nich laptopy, pod ścianą biurowe szafy.

Tylko w oknach te same firanki z Kubusiem Puchatkiem, w sali obok małe kolorowe mebelki i półka z książeczkami. W końcu miały to być pokoje zabaw i zajęć dla dzieci. To akurat spółdzielni nie wyszło.

Są żarty, śmiech, przekomarzania. Gdzieś głęboko w kąt czmychnęły niepewność, pesymizm, myślenie, że się nie uda, które brały górę jeszcze rok temu.

- Gdybyśmy upierali się przy zajęciach dla dzieci, to może byśmy już nie istnieli - mówi Zofia Ziemba, prezes spółdzielni socjalnej "Kreatywni". - Jedno się nie udaje, to trzeba szukać czegoś innego.

Spółdzielnia socjalna "Kreatywni" ulokowała się przy głównej ulicy Bydgoszczy, ale szyld powiesiła od zaplecza. Rok temu optymizmem tryskała głównie jej pomysłodawczyni i prezes, właśnie Zofia Ziemba.

Wówczas obchodzili roczek i w tym pierwszym szło im zdecydowanie pod górkę.

Z zajęć przedszkolnych - nici. Przez rok przepychali się z formalnościami w Sanepidzie, aż w końcu się poddali. Organizowali imprezy okolicznościowe dla dzieci, ale raczej nie u siebie, opiekowali się starszymi i chorymi w domach, ale podopiecznych było dwoje, czworo. A zatrudnionych 8 - 10 osób. Do sprzątania niewiele, terenów zielonych do pielęgnacji też jak na lekarstwo.

Za pomieszczenia czynsz trzeba było płacić, podatki odprowadzać, na pensje zarobić.

- Bez referencji w żadnym przetargu nie mieliśmy szans, nie mieliśmy jak się wykazać - wspomina Zofia Ziemba.

"Kreatywni" to jej pomysł i inicjatywa. - Prawie 30 lat pracuję z niepełnosprawnymi i wiem, jakie problemy mają zwłaszcza osoby z tak zwanymi szczególnymi schorzeniami. One nie mają łatwo nawet na rynku pracy chronionej.

Poza tym jest matką niepełnosprawnego syna. Michał urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Nie chciał go zatrudnić nawet zakład aktywizacji zawodowej. Z założeniem i zarejestrowaniem spółdzielni poszło sprawnie, choć nie jest to sprawa łatwa ani prosta. Raz jednak, że Zofia wiedziała, jak się do tego zabrać, dwa, że wsparła ją dyrektor urzędu pracy Barbara Grabowska i Kujawsko-Pomorski Ośrodek Wspierania Ekonomii Społecznej.

A mimo to pierwszy rok był, jaki był.

Debata na drugie urodziny

Potem żadnego specjalnego przełomu nie było. Ale stopniowo, co miesiąc zaczęło przybywać podopiecznych - starszych ludzi, którymi zajmują się w domach: pomagają, robią zakupy, sprzątają.
Swoje ulotki zostawiają w przychodniach rehabilitacyjnych, aptekach. Reklamują się w sieci, zgłosili miejsca do urzędu pracy.

Przyszły nowe osoby, optymistycznie patrzące na świat. Ich podejście podziałało na tych, którzy dotąd widzieli świat raczej w ciemnych kolorach.

Niedawno, na swoje drugie urodziny, "Kreatywni" zorganizowali debatę o ekonomii społecznej, pojawili się w mediach. Od tego czasu odwiedza ich coraz więcej niepełnosprawnych. - Codziennie ktoś przychodzi - mówi Agnieszka Juchcińska. - Wiele jest osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności.
- My byśmy chcieli zatrudnić wszystkich - dodaje Tomasz Knepka, prawnik.

Ale wszystkich zatrudnić się nie da. Jednak każde zlecenie witają z otwartymi ramionami.

"Cefałkami" (CV, czyli życiorys zawodowy) zawiaduje właśnie Agnieszka Juchcińska, specjalista do spraw rekrutacji. - Mamy dużą bazę kandydatów - mówi.

29 lat, ukończona pedagogika ze specjalnością opiekuńczo-wychowawczą i edukacją ustawiczną, potem studia podyplomowe z psychologii zarządzania. Zanim trafiła do "Kreatywnych" pracowała w kilku miejscach, najdłużej - w agencji pośrednictwa pracy. Nie miała jednak większego pojęcia, co to jest ekonomia społeczna i spółdzielnie socjalne. Kiedyś, wcześniej złożyła tu CV, bo natknęła się na ogłoszenie w urzędzie pracy. Ale nie od razu coś z tego wyszło.

Doktorat dla własnego rozwoju

Tomasz Knepka (33 lata, absolwent wydziału prawa i administracji UMK oraz podyplomowego studium z zakresu europejskiego prawa podatkowego) "Kreatywnych" znalazł w internecie. Szukał organizacji, której chciał pomóc jako wolontariusz, podzielić się wiedzą. - Myślałem, żeby pomóc napisać pismo czy odwołanie - opowiada. - Bo niepełnosprawni przez niewiedzę i brak wykształcenia dają się spychać na margines, nie znają swoich spraw, nie potrafią o nie walczyć - wyjaśnia.

Po rozmowie pani Zosia zaproponowała mu etat. - Trochę się zastanawiałem - nie ukrywa. Wahał się, bo podjął studia doktoranckie w Gdańsku i sądził, że jedno z drugim może kolidować.
Zaczął jednak godzić studia z pracą w spółdzielni.

Jak w urzędach traktowani są niepełnosprawni, Tomasz testuje na sobie. Kilkanaście lat temu w wypadku przy pracy stracił palce prawej ręki. Został tylko kciuk. - To zamknięta sprawa i nie ma do czego wracać - ucina pytania o niepełnosprawność. Dodaje jednak: - Po wypadku uświadomiłem sobie, że osoby niepełnosprawne nie mają łatwo. Tu jest pole, na którym można pomóc. A pomagając innym przy okazji robię coś fajnego dla siebie.

W spółdzielni zajmuje się obsługą prawną, jest przewodniczącym rady nadzorczej. Doktorat z europejskiego prawa finansowego robi dla własnego rozwoju.
Tomasz: - Ja sobie radzę całkiem nieźle, przetarłem szlaki i wiem, jak wyglądają szanse niepełnosprawnych. Niewesoło. Mają wiele problemów w rozwoju, awansowania, w kontaktach z administracją publiczną, załatwianiu codziennych spraw.

Z różnym wykształceniem i schorzeniami

- Przychodzą do nas ludzie, którzy zobaczyli szyld, znajomi polecają znajomym, mamy ogłoszenia w PUP u pośrednika dla niepełnosprawnych - wylicza Agnieszka.

Rozwijają się. Dostali zlecenie na sprzątanie kamienicy, w której mieści się spółdzielnia, sprzątają biura ośrodka wspierania ekonomii społecznej. - Nic wielkiego, ale to nam pozwala zbierać referencje, którymi możemy się okazać w następnych przetargach - wyjaśnia Ziemba.

Jest już 25 podopiecznych, którymi zajmuje się 15 opiekunów (wszyscy przeszkoleni, po kursie z pierwszej pomocy), dwie pielęgniarki.
Mają 32 etaty! A członków spółdzielni jest 19. I tylko jedna osoba nie ma orzeczenia o niepełnosprawności. - Chciałam, żeby w naszej spółdzielni znalazły się osoby z różnym wykształceniem i schorzeniami - wyjaśnia Zofia Ziemba. - Mamy osoby ze znaczną niepełnosprawnością intelektualną po szkole specjalnej, ale i osoby z wyższym wykształceniem.

Z pielęgniarką Haliną Dębkowską-Drążek Ziemba pracowała w poprzedniej firmie. Rok wałkowały temat, dwa miesiące temu pani Halina się skusiła i przyszła do "Kreatywnych". - Są decyzje, które podejmuje się nie patrząc na zyski - wyjaśnia Halina. - Chcę jeszcze dużo dać ludziom, nie oczekując nic w zamian.

53 lata, pielęgniarka z doświadczeniem na intensywnej terapii, jako zabiegowa w terenie i kilkanaście lat dyspozytorka w pogotowiu. - Tam trzeba mieć siódmy zmysł, szybko ocenić sytuację, zdecydować, gdzie wysłać karetkę, jeśli jest dużo wezwań. To dobra szkoła - ocenia po latach Dębkowska-Drążek.
Ale potem zaczęła chorować. W efekcie pracę w pogotowiu musiała zmienić na zakład pracy chronionej.

Halina jest tu jedną z dwóch pielęgniarek, decyduje w sprawach opieki nad chorymi w domach. Kiedy ktoś zgłasza, że potrzebna jest pomoc - jedzie na miejsce. - Oceniam, czy wystarczy opiekun, czy konieczna jest pielęgniarka, co trzeba zrobić i kto ze spółdzielni może to wykonać.
Cena za opiekę ustalana jest w zależności od potrzeb i liczby godzin.
- Dzięki praktyce w pogotowiu łatwiej jest mi dobrać osobę do zlecenia - wyjaśnia.

Klauzule nie dla nich

Zatrudniają coraz więcej osób i rozwijają pola działania.
- Mamy sprzątanie, pielęgnację terenów zielonych, jak jest zlecenie na katering to najpierw sięgamy do naszej bazy, kto to może zrobić - wyliczają na zmianę Agnieszka i Tomek.

Niedawno przygotowali katering na 90 osób! - Wszyscy przy tym pomagaliśmy - opowiada Agnieszka. - To była fajna szkoła współdziałania dla nas. Jeśli trzeba, bierzemy miotłę, mopa i sprzątamy, bo czujemy się odpowiedzialni za nasz wspólny biznes.

A biznes nie jest łatwy.
Spółdzielnie socjalne powstały w 2006 roku. Miały być ułatwieniem w zatrudnieniu osób, ogólnie nazwanych "wykluczonymi społecznie", nie tylko niepełnosprawnych.
Wyposażono je w kilka ułatwień, ale muszą się odnaleźć na normalnym rynku pracy, konkurują o zlecenia z firmami, które zatrudniają pracowników w pełni zdolnych i sprawnych.

Nie ma co liczyć na żadne fory. Byłoby łatwiej, gdyby firmy zamawiające korzystały z czegoś takiego, jak "klauzule społeczne".
- Instytucje ogłaszając przetarg czy zamówienie mogą zaznaczyć, że więcej punktów dostaną podmioty zatrudniające, np. niepełnosprawnych, długotrwale bezrobotnych, czy generalnie osoby zagrożone wykluczeniem społecznym - wyjaśnia Zofia Ziemba. Na naszym lokalnym rynku takich preferencji się nie spotyka. A właśnie one pozwalają spółdzielniom socjalnym zbierać referencje, mozolnie budować swoją wiarygodność.

Dla siebie i dla innych

Ludzie zatrudnieni w "Kreatywnych" dali się już poznać, że mają doświadczenie w kwestiach prawnych dotyczących niepełnosprawnych. We współpracy z ośrodkiem wspierania ekonomii społecznej, dla nowych spółdzielni socjalnych prowadzą doradztwo prawne, księgowość i kadry.

Od czerwca obsługują spółdzielnie we Włocławku, Golubiu-Dobrzyniu, Radzyniu Chełmińskim. Dzielą się doświadczeniami w zakładaniu spółdzielni socjalnych - z tego prowadzą nawet szkolenia. Ba, mają wpis do rejestru instytucji szkoleniowych.

- Ale też przekonujemy firmy, by zatrudniały niepełnosprawnych i starali się o uzyskanie dofinansowania na ich zatrudnienie - mówi Agnieszka Juchcińska. Potrafią podpowiedzieć, kto na jakie stanowisko się nadaje, jakie są przeciwwskazania.
Wśród pracodawców zatrudniających niepełnosprawnych dużo jest jeszcze do zrobienia.

Agnieszka orzeczenie o niepełnosprawności dostała zanim zaczęła studiować.
Jej choroba czasami na kilka lat daje spokój, ale ma też okresy, kiedy się nasila.
- Przez całe studia nie myślałam o niczym innym, jak o tym, że będę pracować w szkole jako pedagog - opowiada. Ale w szkole nie przepracowała ani dnia. - Pierwsze zawsze były pytania o niepełnosprawność. Z marszu zakładano, że jeśli mam orzeczenie, to będę brała zwolnienia - wspomina.

Zatrudniła się w agencji pośrednictwa pracy i kilka lat miała spokój. Ale później choroba o sobie przypomniała i zbiegło się to z problemami w pracy.
Potem średnio co trzy miesiące miała nowego pracodawcę. Ze względu na rehabilitację potrzebowała bardziej elastycznych godzin pracy, na co szefowie często krzywo patrzyli. - W naszej spółdzielni nie ma z tym problemu - mówi. - Każdy rozumie, że muszę iść do lekarza, nikt nie patrzy na mnie jak na symulantkę. Tu jest większe wzajemne zaufanie, nie trzeba brać zaświadczenia, że było się na pobraniu krwi, bo i z tym się spotkałam. A to takie stresujące.

Ziemba: - Istniejemy dwa lata i cieszymy się, że mamy na wynagrodzenia, podstawowe opłaty, rozwijamy się, inwestujemy. Zdobyliśmy europejską nagrodę, drugie miejsce w konkursie na zatrudnianie młodych pracowników w podmiotach ekonomii społecznej. Dobrze będzie, jeśli po trzech latach uzyskamy nadwyżkę bilansową.

Czytaj więcej o:
  • kreatywni
  • niepełnosprawni
  • spółdzielnia socjalna
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Sprzedawał petardy nieletnim. Wpadł przypadkiem

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
pomorska24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Ceny biletów na komunikację miejską są:

wyniki głosowania
Liczba głosów: 1732.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 800 111 006

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy społecznościowe

pomorska.pl jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.pomorska.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.