dodano: 2 czerwca 2009, 7:00
tagi:BydgoszczDom Sue Ryderhospicjahospicjumpracawięźniowie
Więźniowie pracują w hospicjum
Hanka Sowińska
Punktualnie o siódmej są w hospicjum. Pracują do czternastej, po czym wracają do... więzienia. - Każdy miał jakieś obawy, ale nie żałujemy współpracy ze skazanymi - zapewnia Agnieszka Burec, koordynatorka do spraw wolontariatu w bydgoskim Domu Sue Ryder.
-Dlaczego chcieli pracować w hospicjum? - Obawiałem się tego pytania , ale odpowiem: z wewnętrznej potrzeby - mówi Piotr (po prawej)
(fot. Jarosław Pruss)
Nikt ich nie zmuszał
Oni też nie żałują. Oni - czyli Piotr i Paweł (imiona zmienione). Obaj okazali się znakomitymi kandydatami na wolontariuszy. Jeszcze tylko przejdą szkolenie z rehabilitacji i będą mogli zajmować się pacjentami. Nikt ich do tego w nie przymusza. Sami chcą opiekować się chorymi. - Po to tu przyszliśmy - podkreśla Piotr.
Dom Sue Ryder uczestniczy w ogólnopolskim projekcie edukacyjnym "WHAT - Wolontariat Hospicyjny jako narzędzie uczenia Akceptacji i Tolerancji dla osób opuszczających placówki penitencjarne”. Chodzi o integrację więźniów poprzez ich pracę na rzecz hospicjów oraz zmianę postrzegania tych placówek jako "umieralni”.
- Nasi więźniowie sprawdzili się, dlatego podpisaliśmy umowę z Zakładem Karnym w Fordonie do końca roku - mówi Agnieszka Burec. Chwali obu wolontariuszy. - Są bardzo pracowici. Wykonują różnorodne prace porządkowe. Pomagają naszym konserwatorom i paniom sprzątającym. Mają też kontakt z chorymi, choćby wtedy, gdy roznoszone są posiłki. Wolontariuszy, którzy mogą pomagać w hospicjum w między 7 a 14 jest jak na lekarstwo. Dlatego pomoc obu skazanych jest nie do przecenienia.
Trzeba umieć słuchać
Jak każdy wolontariusz także Piotr i Paweł musieli przejść specjalistyczne szkolenie. - Zaczyna hospicyjny kapelan. Mówi, jak rozmawiać z pacjentami o umieraniu, jaką rolę ma do spełnienia wolontariusz w najcięższym dla pacjenta okresie, jak powinien rozmawiać z rodziną. Szkolenie prowadzi także psycholog, pielęgniarka i rehabilitant - wymienia pani Agnieszka.
- Psycholog mówił nam, żeby nie poruszać drażliwych tematów. Raczej mamy słuchać niż mówić o sobie. Lepiej nie podejmować tematów medycznych - dodaje Paweł.
W fordońskim więzieniu nie brakowało chętnych do udziału w projekcie "WHAT”. - Zgłosiło się prawie dziesięciu. Nie wszyscy się nadawali - podkreśla kpt. Wojciech Wilk, oficer prasowy fordońskiego więzienia. Na co mogą liczyć za nienaganną pracę? - Są szanse na warunkowe zwolnienie - zapewnia kpt. Wilk.
W Polsce skazani pracują w 15 hospicjach. Zaczynali sześć lat temu w Gdańsku. Nie było "wpadek”? - Były - potwierdza ks. Piotr Krakowiak, krajowy duszpasterz hospicjów. - Niektórzy woleli pozostać w celi. Nie mogli znieść widoku umierających.
Przeczytaj więcej
- Artur z Bydgoszczy wychowuje kopnięciami z półobrotu [wideo] (28-01-2010)
- Lniano. W Violi pracowało 20 więźniów z ZK w Grudziądzu. Trzech uciekło (30-07-2009)
- Skazani we włocławskiej uczelni (24-06-2009)
- Jedynka z 2 czerwca 2009 (2-06-2009)
- Hospicja. Umrzeć cicho i tanio (5-03-2009)
