Piątek 3.09.2010

pomorska.pl » Sport

dodano: 23 kwietnia 2009, 20:00

tagi:Grzegorz Bałapilka nożnareportaż

Jaki jest Grzegorz Bała, piłkarz i mąż, ojciec, głowa rodziny?

BOGUMIŁ DROGORÓB, bogumil.drogorob@pomorska.p

Znają się od dzieciństwa - Ania i Grześ. Mieszkali w Górznie obok siebie, w Rynku. Kiedy rozkwitła ich miłość? O sobie, mężu, dzieciach opowiada Anna Bała, żona piłkarza - Grzegorza.

Grzegorz Bała: - Kochane dzieciaki - piłka ma lądować w tym właśnie miejscu. Żaden bramkarz jej nie złapie.

Grzegorz Bała: - Kochane dzieciaki - piłka ma lądować w tym właśnie miejscu. Żaden bramkarz jej nie złapie.

(Fot. Bogumił Drogorób)

Rynek w centrum Górzna, miejsce spokojne, praktycznie bez ruchu samochodów. Zresztą - w tym czasie było ich niewiele. Dzieciaków pełno. Wśród nich Ania i Grześ.
Grześ mieszkał tam, gdzie dziś jest magistrat, gdzie gabinet burmistrza, Ania dwa domy dalej, gdzie dziś bank Spółdzielczy. W każdym razie - po sąsiedzku.
Razem w zabawie, razem w przedszkolu, razem w szkole podstawowej, w tej samej klasie. Razem w drodze do szkoły, razem w powrotnej.

- Grałam w piłkę nożną, razem z chłopakami z sąsiedztwa. Uznali, że


nadaję się do podwórkowego towarzystwa.

We wszystko graliśmy, w badmintona, w siatkówkę. W szkole natomiast grałam w piłkę ręczną. Nawet nieźle mi to wychodziło, ale poza reprezentację szkolną nie wyszłam. Nie o to zresztą chodziło. Bardziej o ruch, o sportową aktywność. Czasami, żeby dorównać chłopcom. W latach szkolnych, tych najbardziej odległych, nic specjalnego w głowie im nie świtało.
- Grześ to był łobuziak, urwis. Pożyczył rower, nie oddał. Czapkami rzucał. Nie był lubiany, nie tylko przeze mnie.

Skończyła się podstawówka, zaczęli jeździć do Brodnicy, do liceum. Wspólne podróże, ale jeszcze nic nie zaiskrzyło. Koleżanka, kolega, tylko tyle. Pożyczanie zeszytów, książek.
- Zaprosił mnie Grzegorz na studniówkę. Wydaje mi się, że to był moment przełomowy. To już nie był chłopak z podwórka, łobuziak, ale Grzegorz, mój chłopiec. Gdyby potraktować ten moment naszego życia jako znaczący, no to trwa to już od dwudziestu lat. Natomiast

Nasi rodzice też się znali. Do dziś tak jest chociaż ojciec Grzegorza zmarł wcześnie, gdy on był jeszcze dzieckiem.
- Spacery nad jezioro, na plażę, do lasu, do szumnego Zdroju. Kina nie było, chyba, że objazdowe. Albo w Brodnicy - dodaje Grzegorz.

Matura i rozstanie, pisanie listów, tęsknota. Grzegorz rozpoczął studia w gdańskiej AWF, Anna kontynuowała nauką w brodnickim Medycznym Studium Zawodowym.
Mając 16 lat Grzegorz Bała zadebiutował jako piłkarz w drużynie brodnickiej Sparty. Boisko w Brodnicy było w remoncie, Sparta zagrała w Miesiączkowie. Miał blisko. Pierwsza wioska za Górznem. Grali wówczas z Radzynianką i Grzegorz zdobył dwie bramki. Sparta wygrała 4:1. Anna nie widziała tego zdarzenia.
Trener brał go do drużyny, chociaż później Grzegorz studiował w Gdańsku i przyjeżdżał praktycznie na mecze.

- Miałem rozpiskę, co robić, jak trenować i tak to poszło - wspomina.
- Gdy już między nami zaiskrzyło zaczęłam chodzić na mecze, jeździć. Imponował mi jako piłkarz, łowca bramek. Do dziś go oglądam. Staram się nie opuścić żadnego meczu. Nawet gdy fortuna zatoczyła koło i dziś, gdy jest piłkarskim emerytem, znów wrócił na boisko do Miesiączkowa, grając w Unifreeze.

Wróćmy jednak do przeszłości, do lat najciekawszych w piłkarskiej karierze, gdy Anna przestała być dziewczyną piłkarza, została jego żoną.

Gdy Grzegorz grał w Sparcie Brodnica, w początkach kariery, zamieszkali na stadionie, w klubowym budynku. Na mecze blisko, Anna obserwowała każde spotkanie, a Grzegorz strzelał gole na zawołanie. Gdy został królem strzelców III ligi do Zawiszy Bydgoszcz ściągnął go Bronisław Waligóra. Zespół bydgoski grał wówczas w II lidze.
Jeszcze dzieci nie było
zwinęłam tobołki i pojechałam za mężem. Zamieszkaliśmy w znakomitych warunkach, w hotelu Zawiszy - wspomina Anna. - Z kierowniczką hotelu załatwiliśmy, że można było zjechać ze swoimi meblami. Było więc przytulnie. Pokój, łazienka, kuchnia.

Rozrywkę mieli pod bokiem, w amfiteatrze Zawiszy było sporo imprez, ale i czas na wyjście do miasta.
- Z piłkarzy grających w Zawiszy najmilej wspominamy Jacka Kota. Często spotykaliśmy się rodzinnie. Oczywiście, najbardziej pamiętam pierwszego gola Grzesia. Grali z Lechią Zielona Góra i trener wpuścił go na boisko w drugiej części meczu. To był wspaniały debiut. Po czterech minutach gry Grzegorz zdobył bramkę. Wygrali ten mecz 1:0!!!

Po dwóch latach wrócili do Brodnicy, Grzegorz do Sparty. Urodziła się Agata. Po roku Wojtek.
- Gdy odbierałem Anię z Wojtkiem już wprowadziliśmy się do siebie, do zbudowanego domu pod Górznem. Od babci dostałem kawałek ziemi, zainwestowałem - Grzegorz mówi z dumą.

Nadeszła propozycja z Finlandii. Zespół z Rovaniemi - Koło Podbiegunowe - zainteresował się bramkostrzelnym napastnikiem.
- Grzegorz pojechał w styczniu, ja za nim po dwóch miesiącach. Z dziećmi, Wojtek na nosidełku. Lot do Helsinek, przesiadka, lot do Rovaniemi.
Dałam sobie radę

Tam było wspaniale, życie spokojne, trochę leniwe. Mecze w Rovaniemi oglądałam zawsze, na wyjeździe już nie. Ekipa latała wszędzie samolotami. Dzieciakom puszczamy często filmy na wideo, z naszego pobytu. Szczególnie z wizyty u św. Mikołaja. One absolutnie wierzą w św. Mikołaja. Kłócą się z rówieśnikami, bo oni tam byli!!! Oni go widzieli!!! No i dobrze, niech tak zostanie.

Grzegorz żałuje, że Rovaniemi, to był tylko roczny epizod w jego karierze. Sparta go tylko wypożyczyła. Dziś uważa, że to błąd.
- Tomek Arceusz z Legii Warszawa jest tam od piętnastu lat. Grał, dziś trenuje piłkarzy. Podobnie mogło być ze mną, ale...
Piłkarz, człowiek wędrowny. Mieszkali zatem w Koninie, Opocznie, Ostrowcu Świętokrzyskim. Jedynie do Nowego Miasta Lubawskiego, gdy Grzegorz grał w Drwęcy-Finishparkiet, Anna czekała codziennie z kolacją.

- To był ciężki okres dla niego, chyba najtrudniejszy. Z rana do pracy w szkole, w Nowym Mieście Lubawskim, potem trening, wieczorem przyjeżdżał skonany. Bardzo mi go żal było, chociaż wygrał wtedy sporo. Szczególnie mecze w Pucharze Polski. Wygrali z Ruchem Chorzów, z Lechem Poznań. Tego się nie zapomina.

Dziś Grzegorz jest w domu. Do Miesiączkowa, gdzie gra w Unifreeze, może jechać rowerem. Miał ciekawszą propozycję, z daleka.
- Zgłosiła się drużyna polonijna z Nowego Jorku. Propozycja na dziesięć lat. Ale dzieci już nie chciały wędrować, więc cieszymy się z tego co mamy.
Jaki jest Grzegorz Bała, piłkarz i mąż, ojciec, głowa rodziny?
- Wspaniały. Pięknie gra na gitarze, jest bardzo opiekuńczy, rodzinny. Jak gdzieś organizuje wypad, to zawsze razem. Imponuje mi, tak jak Paulo Maldini, przystojniak...Na dodatek cały czas w znakomitej formie.

Oboje z wielkim zainteresowaniem przyglądają się jakie postępy robią dzieci. Agatka jest w kadrze wojewódzkiej dziewcząt, oczywiście w piłkę nożną, także Wojtek próbuje swych sił w Miesięczkowie, pod opieką ojca. A Grzegorz nadal strzela gole, dla lidera V ligi - Unifreeze Miesiączkowo, albo wykłada piłkę Rafałowi Klonowskiemu, swojemu szwagrowi. Wszystko natomiast obserwuje i komentuje Anna, wierna piłce nożnej, w każdym calu. Na stadionie i w domu.


małżeństwem jesteśmy od piętnastu lat.

Nasi rodzice też się znali. Do dziś tak jest chociaż ojciec Grzegorza zmarł wcześnie, gdy on był jeszcze dzieckiem.
- Spacery nad jezioro, na plażę, do lasu, do szumnego Zdroju. Kina nie było, chyba, że objazdowe. Albo w Brodnicy - dodaje Grzegorz.

Matura i rozstanie, pisanie listów, tęsknota. Grzegorz rozpoczął studia w gdańskiej AWF, Anna kontynuowała nauką w brodnickim Medycznym Studium Zawodowym.
Mając 16 lat Grzegorz Bała zadebiutował jako piłkarz w drużynie brodnickiej Sparty. Boisko w Brodnicy było w remoncie, Sparta zagrała w Miesiączkowie. Miał blisko. Pierwsza wioska za Górznem. Grali wówczas z Radzynianką i Grzegorz zdobył dwie bramki. Sparta wygrała 4:1. Anna nie widziała tego zdarzenia.

Trener brał go do drużyny, chociaż później Grzegorz studiował w Gdańsku i przyjeżdżał praktycznie na mecze.
- Miałem rozpiskę, co robić, jak trenować i tak to poszło - wspomina.
- Gdy już między nami zaiskrzyło zaczęłam chodzić na mecze, jeździć. Imponował mi jako piłkarz, łowca bramek. Do dziś go oglądam. Staram się nie opuścić żadnego meczu. Nawet gdy fortuna zatoczyła koło i dziś, gdy jest piłkarskim emerytem, znów wrócił na boisko do Miesiączkowa, grając w Unifreeze.
Wróćmy jednak do przeszłości, do lat najciekawszych w piłkarskiej karierze, gdy Anna przestała być dziewczyną piłkarza, została jego żoną.

Gdy Grzegorz grał w Sparcie Brodnica, w początkach kariery, zamieszkali na stadionie, w klubowym budynku. Na mecze blisko, Anna obserwowała każde spotkanie, a Grzegorz strzelał gole na zawołanie. Gdy został królem strzelców III ligi do Zawiszy Bydgoszcz ściągnął go Bronisław Waligóra. Zespół bydgoski grał wówczas w II lidze.


Jeszcze dzieci nie było

zwinęłam tobołki i pojechałam za mężem. Zamieszkaliśmy w znakomitych warunkach, w hotelu Zawiszy - wspomina Anna. - Z kierowniczką hotelu załatwiliśmy, że można było zjechać ze swoimi meblami. Było więc przytulnie. Pokój, łazienka, kuchnia.

Rozrywkę mieli pod bokiem, w amfiteatrze Zawiszy było sporo imprez, ale i czas na wyjście do miasta.
- Z piłkarzy grających w Zawiszy najmilej wspominamy Jacka Kota. Często spotykaliśmy się rodzinnie. Oczywiście, najbardziej pamiętam pierwszego gola Grzesia. Grali z Lechią Zielona Góra i trener wpuścił go na boisko w drugiej części meczu. To był wspaniały debiut. Po czterech minutach gry Grzegorz zdobył bramkę. Wygrali ten mecz 1:0!!!

Po dwóch latach wrócili do Brodnicy, Grzegorz do Sparty. Urodziła się Agata. Po roku Wojtek.
- Gdy odbierałem Anię z Wojtkiem już wprowadziliśmy się do siebie, do zbudowanego domu pod Górznem. Od babci dostałem kawałek ziemi, zainwestowałem - Grzegorz mówi z dumą.

Nadeszła propozycja z Finlandii. Zespół z Rovaniemi - Koło Podbiegunowe - zainteresował się bramkostrzelnym napastnikiem.
- Grzegorz pojechał w styczniu, ja za nim po dwóch miesiącach. Z dziećmi, Wojtek na nosidełku. Lot do Helsinek, przesiadka, lot do Rovaniemi.


Dałam sobie radę

Tam było wspaniale, życie spokojne, trochę leniwe. Mecze w Rovaniemi oglądałam zawsze, na wyjeździe już nie. Ekipa latała wszędzie samolotami. Dzieciakom puszczamy często filmy na wideo, z naszego pobytu. Szczególnie z wizyty u św. Mikołaja. One absolutnie wierzą w św. Mikołaja. Kłócą się z rówieśnikami, bo oni tam byli!!! Oni go widzieli!!! No i dobrze, niech tak zostanie.
Grzegorz żałuje, że Rovaniemi, to był tylko roczny epizod w jego karierze. Sparta go tylko wypożyczyła. Dziś uważa, że to błąd.
- Tomek Arceusz z Legii Warszawa jest tam od piętnastu lat. Grał, dziś trenuje piłkarzy. Podobnie mogło być ze mną, ale...

Piłkarz, człowiek wędrowny. Mieszkali zatem w Koninie, Opocznie, Ostrowcu Świętokrzyskim. Jedynie do Nowego Miasta Lubawskiego, gdy Grzegorz grał w Drwęcy-Finishparkiet, Anna czekała codziennie z kolacją.

- To był ciężki okres dla niego, chyba najtrudniejszy. Z rana do pracy w szkole, w Nowym Mieście Lubawskim, potem trening, wieczorem przyjeżdżał skonany. Bardzo mi go żal było, chociaż wygrał wtedy sporo. Szczególnie mecze w Pucharze Polski. Wygrali z Ruchem Chorzów, z Lechem Poznań. Tego się nie zapomina.
Dziś Grzegorz jest w domu. Do Miesiączkowa, gdzie gra w Unifreeze, może jechać rowerem. Miał ciekawszą propozycję, z daleka.

- Zgłosiła się drużyna polonijna z Nowego Jorku. Propozycja na dziesięć lat. Ale dzieci już nie chciały wędrować, więc cieszymy się z tego co mamy.
Jaki jest Grzegorz Bała, piłkarz i mąż, ojciec, głowa rodziny?
- Wspaniały. Pięknie gra na gitarze, jest bardzo opiekuńczy, rodzinny. Jak gdzieś organizuje wypad, to zawsze razem. Imponuje mi, tak jak Paulo Maldini, przystojniak...Na dodatek cały czas w znakomitej formie.

Oboje z wielkim zainteresowaniem przyglądają się jakie postępy robią dzieci. Agatka jest w kadrze wojewódzkiej dziewcząt, oczywiście w piłkę nożną, także Wojtek próbuje swych sił w Miesięczkowie, pod opieką ojca. A Grzegorz nadal strzela gole, dla lidera V ligi - Unifreeze Miesiączkowo, albo wykłada piłkę Rafałowi Klonowskiemu, swojemu szwagrowi. Wszystko natomiast obserwuje i komentuje Anna, wierna piłce nożnej, w każdym calu. Na stadionie i w domu.


Przeczytaj więcej

Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda

Czy Leo Beenhakker powinien nadal prowadzić piłkarską reprezentację Polski?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 136.