Misja wykonana - teraz wiemy, że służby są gotowe do wakacji...

    Misja wykonana - teraz wiemy, że służby są gotowe do wakacji

    Zdjęcie autora materiału

    Marek Weckwerth

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Misja wykonana - teraz wiemy, że służby są gotowe do wakacji

    ©Sławomir Kowalski

    Żar z nieba, 28 stopni Celsjusza w cieniu... Nawet tak ekstremalne warunki nie zatrzymały wczoraj ani na chwilę służb ratowniczych na Błoniach Nadwiślańskich w Toruniu. Dały z siebie wszystko, bo miały misję - Misję Wakacje!
    Misja wykonana - teraz wiemy, że służby są gotowe do wakacji

    ©Sławomir Kowalski

    To już finał naszej Misji Wakacje, którą na łamach „Pomorskiej” prowadziliśmy od dwóch miesięcy. Zachęcaliśmy do aktywności fizycznej, do ekologicznych zachowań, a przede wszystkim do zachowania bezpieczeństwa.

    Niedzielny przegląd sprawności służb ratowniczych i porządkowych na wodzie i na Błoniach Nadwiślańskich daje gwarancję, że jak już ruszą do akcji, to będzie szybka i sprawna. To przecież prawdziwa elita wodniaków i ratowników, profesjonalistów i twardzieli. Pod ich opieką możemy czuć się bezpieczniej.

    MISJA WAKACJE 2018 - WIELKI FINAŁ! TŁUMY NA KONCERCIE ZESPOŁU BOYS W TORUNIU

    Nie zwalnia to jednak nikogo od odpowiedzialności za siebie i innych. Jak mówią ratownicy - nad wodą, jak i na lądzie, najbardziej zgubne są brawura i alkohol. Te zresztą często „chodzą” parami.

    Na wysokości

    Ale to rzeczy - wczorajszy finał Misji Wakacje rozpoczął się od pokazów na lądzie - do akcji przystąpiła jedna z najlepszych w Polsce Specjalistycznych Grup Ratownictwa Wysokościowego z Bydgoszczy. Asp. sztab Radosław Wawrzyniak, ogn. Wojciech Ziemkiewicz, mł. ogn. Paweł Kwasek i st. sek. Tomasz Wójcik to prawdziwi strażaccy komandosi. Desant na linach to ich specjalność.

    - W ten sposób możemy się desantować się ze śmigłowca i ratować ludzi uwięzionych na dachach budynków, czy to przez pożar czy powódź - wyjaśnia Radosław Wawrzyniak. - Ćwiczymy bardzo dużo, bo jednak jest to niebezpieczna służba i trzeba podnosić swe umiejętności.

    Ratuj się kto może, bo ratowników nie ma jeszcze na kąpieliskach. Ludzie toną!

    Okazuje się, że ratownicy wysokościowi mogą liczyć w przyszłości na wsparcie młodszych kolegów. Dzieci uczestniczące we wczorajszym festynie jedna za drugim ustawiały się w kolejce, by zostać wywindowanym na linie kilkanaście metrów nad ziemię. Inne wchodziły tam po linowej drabince, oczywiście odpowiednio ubezpieczeni.

    Jak strażacy

    Zachwyt dzieci, zwłaszcza chłopców, wzbudziła wystawa wozów strażackich - od naprawdę leciwych, wycofanych już ze służby, po supernowoczesne. Wsiąść do kabiny, pokręcić kierownicą to było coś. Duma na twarzach małych „strażaków” rysowała się ogromna.

    Każdy maluch mógł także założyć minimundur strażacki (oczywiście z hełmem) i spróbować swych sił na torze przeszkód. Jednym z elementów toru był „strzał” strumieniem wody z sikawki do celu. Kto nie trafił, oblewał uczestników festynu spacerujących opodal. Ku ich radości, bo żar lał się z toruńskiego nieba niemiłosierny.

    Była też „Strażacka zadyma”, czyli specjalny namiot, w którym symulowano warunki panujące w pomieszczeniach objętych pożarem.

    - W namiocie jest ciemno i jest dym, ale spokojnie - to dym teatralny, nieszkodliwy - wyjaśnia st. ogn. Andrzej Wójtowicz z Komendy Miejskiej PSPw Toruniu. - Gdy jednak ćwiczą strażacy, warunki są znacznie bardziej realne i muszą używać masek tlenowych.

    Starszy ogniomistrz dodaje, że każdy strażak zawodowy przechodzi takie ćwiczenia przynajmniej raz na 3 lata, a ochotnik raz na 5 lat.

    Rycerze św. Floriana (bo tak również nazywani są strażacy) zaprezentowali również podwodnego robota, który może operować na głębokości do 100 metrów - poszukiwać zaginionych ludzi i przedmiotów. Robot LBV posiada kamerę i reflektor. Jest na wyposażeniu Jednostki Ratowniczo- Gaśniczej nr 3 w Toruniu.

    Policyjny owczarek w akcji

    Mocne wejście policjantów na nasz festyn obwieściły wybuchy petard i serie z automatu Kałasznikowa. To symulacja napadu bandyckiego - w pojedynkę i w grupie rzezimieszków. Napadowi przeciwstawili się treserzy psów policyjnych. Uczestnicy festynu przecierali oczy w zdumieniu, widząc jak ogromną siłą dysponuje nie za duży owczarek niemiecki. Jego popisową akcją był skok z kilkunastu metrów przez uchylone okno do samochodu osobowego i wywleczenie z niego kierowcy - bandyty (czyli przebranego i odpowiednio chronionego przed pogryzieniem policjanta).

    Pokaz nadzorował asp. sztab. Wojciech Olszewski z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.

    Numery do zapamiętania

    Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego (Centrum Powiadamia Ratunkowego) Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy promuje bezpieczne zachowania. W namiocie z numerem alarmowym 112 można było dowiedzieć się jak właściwe z niego korzystać. Robimy to tylko w kryzysowej sytuacji, gdy doszło do wypadku, ktoś potrzebuje pomocy, a nie aby dowiedzieć się gdzie można zamówić pizzę albo skorzystać z usług fryzjera, co niestety się zdarza.

    Na Błoniach Nadwiślańskich stał też namiot z numerem ratunkowym nad wodą 601 100 100, a w nim prezentacja sprzętu do ratownictwa wodnego.

    Swoje namioty - bazy rozstawiły również Straż Miejska w Toruniu, Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu i Żandarmeria Wojskowa. Można było wypróbować symulator dachowania i pojeździć (tez na symulatorze) w goglach alkoholowych i narkotykowych.

    Nigdy nie wchodź do wody po alkoholu, nie skacz na głowę!

    Festyn odwiedził Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko-pomorski. - Każda forma uświadamiania społeczeństwa jest ważna - powiedział reporterowi „Pomorskiej”. - Dlatego z Polską Press, policją, strażą pożarną, ratownikami WOPR, Inspekcją Transportu Drogowego i innymi służbami postanowiliśmy wyjść do rodzin, do dzieci i pokazać, że o to bezpieczeństwo trzeba dbać. Liczą się nie tylko ulotki, informacje w gazetach, ale także takie akcje. Chodzi o to, aby na żywo dotknąć tych problemów i zakodować sobie w świadomości, że trzeba dbać o bezpieczeństwo.

    Łapać złodziei, ratować kajakarzy!

    Drugą część wczorajszego festynu Misja Wakacje w Toruniu zdominował pokaz służb ratowniczych na wodzie. Trzeba powiedzieć - brawurowy pokaz!

    Na zakotwiczoną niedaleko brzegu barkę wdarli się rabusie, którzy przypłynęli szybkim jak strzała skuterem wodnym... Tak rozpoczął się widowiskowy „kryminał na wodzie”. Chcieli skraść z barki paliwo, ale coś poszło nie tak - opary łatwopalnej substancji eksplodowały i rabusie musieli się ewakuować. Zrobili to w takiej panice, że tylko jeden dosiadł skutera, a drugi skoczył do wody.

    Reakcja policji wodnej była natychmiastowa - tego pierwszego zatrzymano na wiślanej łasze, bo tylko tam zdołał dopłynąć skuterem, a drugiego wyłowiono na pokład policyjnej motorówki. W tym samym czasie strażacka jednostka gaśnicza ugasiła pożar szalejący na barce. Inna specjalistyczna jednostka zajęła się usuwaniem plamy rozlanego paliwa (oczywiście rozlanego na niby).
    To tylko pokaz, ale realistycznie zaaranżowany, co zgromadzona na brzegu publiczność nagrodziła gromkimi oklaskami.

    Chwilę potem na Wiśle pojawiło się sześciu kajakarzy, którzy poprzewracali się na fali wytworzonej przez szybko płynącą motorówkę...

    I w tym przypadku służby zareagowały błyskawicznie. Pojawiła się cała flotylla jednostek Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, straży pożarnej i policji.

    - W takich akcjach, gdy z wody trzeba podjąć tonącego człowieka czy cały kajak, doskonale przydaje się łódź motorowa z opuszczanym dziobem - wyjaśnia uczestniczący w akcji Mateusz Matuszak z Państwowej Straży Pożarnej w Inowrocławiu, reprezentujący także Nadgoplańskie WOPR w Kruszwicy. - Ta jednostka to jedno z ciekawszych rozwiązań ratowniczych i wyjątkowo skuteczne.

    Wszyscy ratownicy spisali się na medal. Ubrani w kombinezony piankowe i gumowe (bo w takich uczestniczą także w prawdziwych akcjach) pocili się w ten upalny dzień nieprawdopodobnie. Ale dali radę.

    Fantastyczne psy

    Na brzegu tym popisom przyglądała się m.in. Dorota Sykuła z lipnowskiego WOPR, treserka psów ratowniczych. Te co prawda w pokazach nie uczestniczyły, ale zrobiły prawdziwa furorę wśród dzieci. Ten ustawiały się kolejki, aby przytulić się do sympatycznych i niezwykle przyjaznych czworonogów.

    - Frajda to młody pies, nie ma jeszcze 2 lat i jeszcze się uczy - wyjaśnia pani Dorota. - Fraszka zaś ma ponad 3 lata i ma uprawnienia do pracy wodnej - jest przyuczonym ratownikiem. Te psy są bardzo skuteczne w ratowaniu ludzi. Jeśli ktoś się topi, mogą zanieść mu kapok, bojkę lub rzutkę. Człowiek się ich złapie i pies holuje go do brzegu. Może się też zdarzyć, że komuś wypadnie wiosło i odpłynie. Wtedy pies zaniesie je do łodzi czy kajaka. Ich możliwości są naprawdę duże - mogą również holować ponton, łódkę, albo kilkoro ludzi jednocześnie.

    W Lipnie psy są od niedawna. WOPR zaprosił ją do współpracy i tak zaczęła się jej i jej psów przygoda z ratownicztwem.
    - Dzieci są zachwycone psami. One są uczone od szczeniaka łagodności i tego, aby kochały dzieci. To chodzące łagodności - dodaje treserka.

    W WOPR- ze w Lipnie pracuje jeszcze labrador Aleks, równie łagodny.

    „Boys” na finał

    W tak gorący dzień uczestników koncertu nie trzeba było rozgrzewać, ale znany i lubiany zespół „Boys” zrobił to, co potrafi najlepiej - jeszcze bardziej na finał naszego festynu podnósł temperaturę na Błoniach Nadwiślańskich. Przez prawie godzinę brzmiały największe szlagiery, z „Jesteś szalona” na czele.

    Śpiewał i grał na keyboardzie oczywiście sam Marcin Miller.

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo